życie umysłowe

Najlepszy blog o rzeczach oczywistych. Niby oczywistych

Porzucony przez żonę. Zalążek buntu

Nie dajcie się temu zwieść, że są znowu tylko trzy punkty. Już wczoraj dałem się na to nabrać. Okazuje się, że nie tyle ważna jest ilość punktów, jak to, że one w ogóle są. Trzy punkty potrafią ci równie wyregulować życie, jak dziesięć. Jak są trzy od pobudki o 7.00, przez południe, do 20.00. To już jesteś utopiony. Poruszasz się tylko od punktu do punktu. Zresztą trzeba było dziś jeszcze załatwić sprawy w urzędzie.
Może bywacie często w urzędach, ja rzadko. Dla mnie to zawsze jest szok. Ale wydział geodezji to jest szok podwójny. Oni tam jeszcze żyją w carskiej guberni.

Za  biureczkiem siedzi dziadek. Powinien być na emeryturze, ale siedzi. Ma nawet komputer i jakiś skaner z drukarką, wielki na pół pokoju. Ale nie używa. On ma jeszcze pod ścianami szafy. A w tych szafach stosy teczek na każdego. Tysiące spraw do rozpatrzenia. Podasz mu nazwisko, a on włazi do szafy i grzebie. Jak twoja sprawa jest na wierzchu, to masz szansę, że szybko trafi. Ale jak na dole, to może się nie dogrzebać.
XXI pierwszy wiek! Internet, komputeryzacja, super szybkie serwery, megabity przesyłane na sekundę. A on grzebie w szafie, choć ma komputer. Trochę jak ja. Mam maszynę do zmywania naczyń, a zmywam ręcznie. Mógłby jednym klawiszem znaleźć wszystko, ale nie może. Nie wierzę bowiem, że nie umie. Gdyby nie umiał, to by go zwolnili. Oni  są po prostu jeszcze nieskomputeryzowani, albo im przepisy nie pozwalają korzystać z elektronicznej bazy danych. W tej sytuacji w ogóle nie zdziwiło mnie, że wysyłali do mnie powiadomienia na adres nieaktualny od 10 lat. W ogóle im to nie przeszkadzało.
 Tak samo pracowali w carskiej guberni, za komuny (niewykluczone, że dziadek wtedy też tam pracował), tak samo pracują dziś. Gdyby ich umieścić w jakiejś obcej, międzyplanetarnej cywilizacji, gdzie wszystko wykonywane jest przez super technologie, to w ogóle by im to nie przeszkadzało,  Dziadek w innej galaktyce też by właził do szafy!
Jak dziadek wylazł z szafy, to zapytał mnie, czy odebrałem wezwanie na poczcie. Nie odebrałem. – To dlaczego tu jestem, skoro poczta mnie nie powiadomiła – zapytał dziadek. – Rodzina kazała przyjść.
– Rodzina się nie liczy. Jak pan teraz podpisze dokument z dzisiejszą datą- tu wskazał na teczkę, którą przez 20 minut wygrzebywał z szafy, a odbierze wezwanie jutro, to wie pan co się stanie?
Ziemia wypadnie ze swojej orbity, pierd…. w Księżyc, Księżyc odbije się jak piłeczka i rykoszetem dopieprzy Venus. Zacznie się koniec wszechświata – takie myśli chodziły mi po głowie. Ale mogło być znacznie gorzej.
Wie pan co się stanie? – powtórzył dziadek. – DOKUMENT BĘDZIE NIEWAŻNY!!! – powiedział tonem żydowskiego proroka.
Rzeczywiście, w obliczu nieważności dokumentu kosmiczna katastrofa to jest jakiś nic nieznaczący pyłek.
Pognałem do domu sprawdzać, czy jest z poczty zawiadomienie o wezwaniu z urzędu  w skrzynce. Nie było. Poszedłem na zakupy. Wróciłem po godzinie – było. Pognałem szczęśliwy na pocztę. Pani w okienku była skomputeryzowana, ale ciężko westchnęła, że musi w komputerze sprawdzać numer wezwania. – Nie ma – powiedziała. – Listonosz jeszcze z wezwaniem nie wrócił. A kiedy wróci? – spytałem naiwnie. – Nie wiem! Skąd mam wiedzieć. – Nie można zadzwonić? – brnąłem jak idiota
Okazało się, że jestem głupszy od buta. Oczywiście, że nie można.  Listonosze, powiedziała pani, w ogóle jej nie podlegają, w ogóle tu, do tego urzędu pocztowego nie przychodzą. Podejrzewam, że on nawet nie wie, skąd ci listonosze się biorą.
Zagłada zawisła nad światem. Na szczęście Pan Bóg się nad nim ulitował. I kiedy wysiadałem na osiedlu z samochodu podsunął mi pod nos… Zobaczyłem na końcu osiedla jakiegoś gościa z torbą. Pognałem na złamanie karku. Litościwy dla ludzkości Bóg postawił na mojej drodze listonosza, tego, który nie wiadomo skąd się bierze. Ludzkość została uratowana. Odebrałem wezwanie w tym samym dniu, co złożyłem podpis w urzędzie. DOKUMENT BYŁ WAŻNY!!!
Siedzę teraz i próbuję złapać oddech po tych gonitwach za listonoszem. Mam czas. Jak są tylko trzy punkty w instrukcji obsługi dziecka, to są długie przerwy na myślenie. A jak jest za dużo czasu na myślenie, to nawet robot taki jak ja zacznie się buntować.
 I już rodzi się we mnie nieśmiało bunt. Zalążek buntu. Nie, nie pójdę na 18.30 na akrobatykę z córką, żeby tkwić tam do 20.00. Pójdę na mecz i nażłopię się tam piwa. Postąpię wbrew istrukcji! Złamię regulamin. Wypadnę, jak Ziemia z orbity. Instrukcja obsługi dziecka stanie się DOKUMENTEM NIEWAŻNYM!
Cukierki o smaku kupy!
Dzwoni domofon. Córka pyta, czy po szkole może na podwórku pobawić się z koleżanką. Sprawy idą w dobrym kierunku. – A akrobatyka? – pytam z udawaną troskę. – A jakoś nie chce mi się iść. – Przecież tak nie można – udaję poprawność rodzicielską. – No to jeszcze zobaczę. – No to zostań na podwórku – decyduję – nawet ze dwie godziny.
Skubana chyba załapała, że się chcę od akrobatyki wykręcić. – Wiesz – mówi po powrocie – chyba jednak masz rację. Trzeba iść na akrobatykę.
Załamka! Ale moment. Jest jeszcze nadzieja. – Tato? – pyta po 15 min. – Czy wiesz, gdzie na osiedlu jest sklep z amerykańskim słodyczami?
– Nie wiem, skąd ma wiedzieć, zresztą amerykańskie słodycze są paskudne.
– Właśnie. Są takie groszki o smaku kupy, wymiocin, robaków, mydła, wszyscy w szkole to jedzą, nagrywają challenge, takie filmiki z jedzenia groszków o smaku kupy. Kupisz mi, proszę. 
– Kupiłbym, ale nie wiem, gdzie jest sklep.
– Nie martw się, ja wiem – odpowiada, choć na początku tej rozmowy nie wiedziała.   
 Okazało się, że mój mini bunt będzie kosztował 16 złotych. Cena za opakowanie groszków wymiotnych wielkości pudełka od zapałek. W życiu tak nie przepłaciłem. Ale wolność nie ma ceny!!!

Groszków o smaku kupy nie było, ale wymiocin, mydła i robaków owszem

Za 16 złotych kupiłem sobie wolność na kilka godzin. Do dziecka przyjdzie teściowa. Nie idziemy na akrobatykę. Idę na mecz. Nażłopię się tam piwa!!!
Porzucony przez żonę. Reset

2 comments on “Porzucony przez żonę. Zalążek buntu

  1. Sochończyki
    2 Październik 2015

    No nie mogę. Boki zrywam.

    Lubię

  2. Konrad Kruszewski
    2 Październik 2015

    Cieszy mnie to bardzo. Pozdrawiam

    Lubię

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 2 Październik 2015 by in Bez kategorii.

Kategorie

życie umysłowe na facebooku

Follow życie umysłowe on WordPress.com

Kategorie

życie umysłowe na facebooku

Statystyki bloga

  • 550,746 hits
%d bloggers like this: