życie umysłowe

Najlepszy blog o rzeczach oczywistych. Niby oczywistych

Porzucony przez żonę. Doświadczeni przyrodnicy

„Owoce naszego buntu”

Grzyby dla nas dzielą się na trujące i jadalne, a właściwie już zjedzone przez robaki. Czyli robaczywe. Tylko takie znajdujemy. Trujące i robaczywe.
Zresztą póki co nie zbieramy żadnych.  Poruszamy się po lesie jak przyrodnicy, czyli po cichu, tak żeby nie łamać gałązek i nie płoszyć zwierzyny. Tak jak uczą na lekcjach przyrody w klasie czwartej.
Łażenie po lesie na palcach to jest wyższa akrobatyka. W każdym razie nam udaje się to w tempie 15 kroków na 15 minut, czyli jeden krok na minutę. W taki  tempie od grzyba do grzyba dojedziemy pod koniec dnia. Na dodatek nie mogę się odzywać (córeczka ciągle mnie upomina), bo zwierz jest zestresowany.
Nie można tego niestety sprawdzić, bo się nie pokazuje. W ciągu godziny udało się nam trafić jedynie na jeża, pewnie dlatego, że sądząc po zapachu był martwy od miesiąca.Na szczęście po następnych piętnastu minutach dziecko znalazło grzyba i to od razu prawdziwka. Załapało grzybowego bakcyla. Zestresowana zwierzyna przestała się liczyć.
Zbieramy grzyby i jakoś nam idzie. Aż do momentu znalezienia kupy. Kupa niewątpliwie jest zwierzęca. Ale ja nie jestem na tyle doświadczonym przyrodnikiem, żeby po kupie rozpoznać zwierza. W każdym razie jest dorodny, bo stolec spory. W dodatku całkiem świeży, bo jeszcze dymi, czyli bestia jest blisko.
No to znowu chodzimy na paluszkach, żeby to co przed chwilą się wys…ło  się nie wypłoszyło.

Miziołki przeczytane! To nasz największy sukces, choć ja nadal nie wiem o czym te Miziołki są. Angielski raz powtórzony. Ale kaktusek zrobiony tylko jeden. Wybacz mi żono!  (o, widać, że zasoby buntownika się we mnie kończą).
Ale warto było. Choćby dla takiej chwili jak wieczór przy ognisku. Jesteśmy tu zupełnie sami. Środek puszczy, pod białoruską granicą.Tylko żubry i my. Wcześniej nazbieraliśmy ziemniaków, tak mizernych, że chłop ich nie chciał i zostawił na polu. Teraz je pieczemy w ognisku. A potem jemy. Nigdy nie widziałem, żeby moje dziecko zjadało coś z większym smakiem niż te ziemniaczane, spalone „ogryzki”. Jeden ogryzek za jednego kaktuska. Bardzo przyzwoita cena.
Rozmowy przy ognisku
– Tatusiu! Zazdroszczę Gabrysi
– ???
– Bo ona sprząta, wynosi śmieci, zmywa naczynia
 Matko Bosko, cud prawdziwy! – Nie ma sprawy. Możesz zacząć od pozmywania talerzy po tych ziemniakach.
– Ale Gabrysia dostaje za to od rodziców 10 złotych.
Nie ma cudu!
– Ja też tak chcę.
– Dlaczego?
– Bo Gabrysia odkłada i potem może na święta kupić swoim rodzicom prezenty.
A może jednak cud?
– Ale część sobie zostawia.
Myślę, że w zależności, jak duża jest ta część, jest cud, albo go nie ma.
– Ja też bym chciała?
– Zapytamy mamy, jak wróci
– Znowu będziesz pytał mamy. Znowu sam nic nie potrafisz.
I w płacz. Może zrozumiała, że wraz z końcem weekendu kończy się mój bunt.
Ale płaczemy tylko chwilkę. Potem mamy szalone tańce do muzyki The Police. Werce w ogól nie przeszkadza, że to takie stare wykopalisko. Czyli warto było!
Bunt robotów

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 4 Październik 2015 by in Bez kategorii.

Kategorie

życie umysłowe na facebooku

Follow życie umysłowe on WordPress.com

Kategorie

życie umysłowe na facebooku

Statystyki bloga

  • 550,926 hits
%d bloggers like this: