życie umysłowe

Najlepszy blog o rzeczach oczywistych. Niby oczywistych

Zmieniam płeć. Grają Mozarta

W swoich rozważaniach nad zmianą płci zastanawiam się, jako ona, ta płeć zachowuje się w miejscach publicznych.
Co byś zrobiła/zrobił, gdybyś mogła/mógł w celu poprawienia stosunków międzyludzkich? Ale nie chodzi tu o rzeczy nierealne, takie o jakich opowiadają kandydatki na miss czy mistera podczas konkursów: Zabroniłabym wyrębu Puszczy Amazońskiej, żeby biedne zwierzątka miały gdzie mieszkać  Zaprowadziłbym pokój na całym świecie, żeby ludzie się nie zabijali. O takich rzeczach nie rozmawiamy. Mówimy o czymś, co jest realne, co można wprowadzić jednym zarządzeniem lub ustawą.
Ja bym zabronił sprzedawania programów w filharmoniach.

Albo melomani uważają siebie za idiotów, albo dyrekcja filharmonii ich za takich ma. Czy ktoś widział, żeby na przykład na koncercie rockowym sprzedawali programy tych koncertów? Czy ich publiczność nie wie, na co przyszła. Przecież wie. Wie kto wystąpi , co i jak będzie łoił.
A publiczność filharmonii chyba nie wie. Grają symfonię Mozarta, a oni nerwowo w programie sprawdzają, kto to kuźwa jest.  To jest możliwe. Jest to bowiem publiczność w takim wieku, w którym można już tego nie pamiętać. Choć z drugiej strony publiczność koncertów rockowych jest w wieku podobnym.
W filharmonii wygląda to tak: Pierwszy skrzypek już podaje ton, a obok mnie siada para – ona, na oko plus 70, on plus 75. Spokojne małżeństwo, które przyszło chłonąć wielką sztukę. Już jest dyrygent, już się ukłonił, już umilkły brawa, a on uniósł batutę.  Już ją opuścił, i już płynął cudowne dźwięki, a ja chłonę je całą swoją duszą, której nie posiadam.
Mija około dziesięciu minut i  zauważam, że moja sąsiadka zaczyna się dziwnie wiercić. Jakby coś ją pod dupą uwierało. Gdyby tak było, to pół biedy. Ją jednak nie pod dupą uwiera, ją uwiera sumienie, że czegoś nie wie.
Mija kolejne pięć minut, a ja widzę, że ona zaczyna grzebać w torebce. Tu wielka sztuka, a ona trzeszczy tą torebką ze skóry jakieś biednego zwierzęcia (pewnie tego, którego złapali w wyciętej Amazonii) tak, że ją słychać na drugim końcu sali. I już w niej nerwowo grzebie, bo oczywiście niczego nie może znaleźć. Wyciągnęła chusteczki higieniczne, więc mam nadzieję, że na smarkaniu się skończy. Akurat! Nie o smarkanie jej szło. Teraz wyjmuje jakieś krople, mam nadzieję, że nasercowe, że ją tak wielka sztuka wzruszyła, że zaraz szczęśliwie zejdzie. Gdzie tam! Żywotna bestia. Grzebie dalej. W końcu się dogrzebała, po uldze na jej twarzy dostrzegam, że ma to, o co jej od początku chodziło. Program koncertu, który jej sprzedali przy wejściu.
I już zaczyna wertować, szeleścić kartkami. Mozart dla mnie już dawno poszedł się huśtać, a dla niej jeszcze nawet nie zaczął, więc grzebie w tym programie w nadziei, że się dogrzebie do tego, co się na scenie wydarzy. Czy  do k…. nędzy myśli, że jej napiszą, że w drugiej części wiolonczelista odłoży wiolonczelę, wyjdzie do pierwszego rzędu, żeby smykiem wysmagać pierwszego skrzypka po mordzie? Czego ona tam szuka w trakcie koncertu?
A do tego jest to jeszcze ten typ czytelniczki, który w myślach czytać nie umie. Musi sobie szeptać pod nosem to, o czym czyta. Znacie ten typ? Jakby różaniec odmawiała. Czy ja do kościoła przyszedłem, czy do filharmonii?
Przerwa. Uff. Myślę, że w przerwie przeczyta to, co ma do przeczytania, więc przynajmniej druga cześć koncertu będzie uratowana. Gówno prawda! Po przerwie jej mąż nachylił się i coś szepce do jej ucha. Zrozumiała. I już zaczyna grzebać w torebce. Wyciąga to samo, tylko w innej kolejności. Najpierw krople nasercowe, potem chusteczki higieniczne, wreszcie to, o czym on do niej szeptał. Program koncertu! A co! Kuźwa! Zapłacił, to też sobie poczta! Nie będzie gorszy od żony, więc już szeleści kartkami, ale nie szepce pod nosem, umie czytać w myślach. Też niedobrze, bo on to akurat taki typ, który o tym, co przeczyta musi opowiedzieć żonie. Szepce jej zatem coś bez przerwy do ucha, jakby zapomniał, że przecież ona w pierwszej części już to przeczytała.
Dlaczego ja ciągle siedzę wbity w fotel, zamiast wyjść!? Bo nie chcę skrzypieć krzesłem, żeby innym nie psuć przyjemności ze słuchania muzyki.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 11 Październik 2015 by in Bez kategorii.

Kategorie

życie umysłowe na facebooku

Follow życie umysłowe on WordPress.com

Kategorie

życie umysłowe na facebooku

Statystyki bloga

  • 550,746 hits
%d bloggers like this: