życie umysłowe

Najlepszy blog o rzeczach oczywistych. Niby oczywistych

Rzecz o szkodliwości zakąski

fd16200faeeb3ca8d78f706b7e9d11e8[1]

Z okazji Świąt Zmarłych wspominaliście swoich znajomych, bliskich, a nawet dalekich. Ja  postanowiłem napisać wspomnienie o menelu Józiku, bo pomyślałem, że jak ja go nie wspomnę, to nikt go już nie wspomni.

Musiał mieć na imię Józef, skoro nazywali go Józikiem, ale pewności nie ma. Zaszkodziła mu zakąska. Nie wódka, bo tęgi był z niego pijak. Nic go nie ruszało, może dlatego, że mało zakąszał. A w końcu jak zakąsił, to go wynieśli nogami do przodu.
Józik mieszkał w obskurnej kamienicy. Prawie bezpośrednio na klatce schodowej, dlatego że mu strażacy dziurę w drzwiach mieszkania wywalili. Bo Józik się zapalił.
Najpierw była balanga, jak zwykle, całą dobę. A pod koniec doby barłóg się pod Józikiem zapalił, może od fajki, kto wie. Mieszkanie stanęło w płomieniach a Józik razem z nim. Mieszkańcy do tej pory modlą się za straż pożarną, że zdążyła na czas, zanim cała kamienica się nie sfajczyła. Strażacy wybili otwór w drzwiach, dzięki czemu mieszkanie i Józika ugasili. Nawet niewiele ucierpiał, tylko się jak prosiak osmalił.
Józik drzwi nie wymienił, bo niby za co, skoro wszystko przepijał, więc otwór zionął pustką na schodową klatkę. Któregoś razu przez ten otwór wprowadziła się Wanda. Cała zezowata. Też trunkami nie gardziła, więc zrobiło się wesoło.

Wanda za wódkę puszczała się na prawo i lewo, o co trudno nie było, bo dziura w drzwiach zawsze stała otworem.
Kiedy oboje sobie popili, to za te zdrady naparzali się okrutnie, tak, że w całej kamienicy nikt oka przez całą noc nie mógł zmrużyć. Potem Wandzie te bijatyki chyba się znudziły, bo przez dziurę w drzwiach wyprowadziła się na zawsze. Józik, choć to sobie trudno wyobrazić, zaczął pić jeszcze więcej. Żaden z kolegów nie mógł mu dotrzymać kroku. Najdłużej wytrwał Franek, od ulubionego trunku zwany Borygo. Ale któregoś dnia wątroba mu nie wytrzymała, tylko wzięła i pękła. Pękła zanim skończył lat czterdzieści. Tak, że czterdzieste urodziny obchodził już na cmentarzu we własnej, przytulnej mogile.
Pęknięcie Borygowej wątroby na pewien czas wyhamowało Józika w pijackim pędzie, zmusiło do zastanowienia się nad sensem życia i nagłej śmierci. Refleksja ta była tak głęboka, że Józik postanowił szanować swoje zdrowie i nie pić bez zakąski. Wcześniej żal mu było pieniędzy, ot, byle co brał do ust, a jak nie było byle czego, to nie brał nic, tylko upijał się bardzo niezdrowo na pusty żołądek.
– Koniec z tym – oświadczył kolegom – człowiek ma tylko jeden żołądek i jedną wątrobę. Jak wysiądzie, pić się nie da. Trzeba zakąszać.
Kiedy snuł te filozoficzne wyznania, akurat stali pod sklepem spożywczo-monopolowym. On, i jeszcze dwóch kolesi, którzy potem zrelacjonowali mi ostatnie chwile z życia Józika. Nie wiem, czy można do końca im wierzyć, bo to w końcu też menele, ale innej wiarygodnej opowieści na ten temat nie znam.

Była godzina 14. Słoneczko zza chmur się wychylało a oni mieli litr wódki i siedzieli na murku przed sklepem. Czy trzeba czegoś więcej do szczęścia? Okazało się, że trzeba – Józikowi – zakąsili. Więc najpierw z butelki pociągnął jeden. Tęgi łyk. Potem drugi. I już połówki nie było. Z zaciekawieniem spoglądali, co zrobi Józik. A on przechylił drugą flaszkę, zagulgotał i całą ją wlał do gardła. A potem w te pędy wpadł do sklepu, dopadł stojącego na ladzie wiaderka ze śledziami, wyłowił trzy rybki i wszystkie trzy wpakował sobie do gęby.

Potem próbował zbiec. Nawet wyszedł za drzwi, ale już na pierwszym stopniu schodków, jak zauważyli koledzy, gały wylazły mu na wierzch, cały posiniał i zaczął się dusić. Kolesie, obyci w świecie, więc znający się na rzeczy, zainicjowali akcję pierwszej pomocy. Polegała na tym, że jeden z nich trzymał Józika za głowę, a drugi walił go z całych sił czym popadło po plecach.
Pomogło na tyle, że Józik jeszcze żył, kiedy przyjechała karetka. Ale już niedługo. Zmarł w karetce nie odzyskawszy przytomności. Lekarz stwierdził, że przyczyną śmierci było zadławienie się pokarmem czyli solonymi jak diabli śledziami.
Tak to Józik, którego nie zmogła żadna gorzała, przeniósł się na tamten świat przez zakąskę.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 4 Listopad 2015 by in alkoholizm and tagged , .

Kategorie

życie umysłowe na facebooku

Follow życie umysłowe on WordPress.com

Kategorie

życie umysłowe na facebooku

Statystyki bloga

  • 550,746 hits
%d bloggers like this: