życie umysłowe

Najlepszy blog o rzeczach oczywistych. Niby oczywistych

Zagryziony królik czyli tak powstają mity

rabbit-1004453_1920

Jak rodzą się legendy, które  potem funkcjonują jako historie prawdziwe, przekazywane sobie z ust do ust. Oto dzieje jednej z takich legend, w którą sam się zresztą wmieszałem i w jakiejś mierze współtworzyłem. Jednocześnie jest to jedna z moich największych porażek dziennikarskich.

Kiedyś usłyszałem tę opowieść od znajomego. Zapewniał o jej stuprocentowej autentyczności. Zresztą był do człowiek poważny, właściciel ekskluzywnego hotelu, opowiadał historię, którą, jak zapewniał, sam przeżył, a zdarzyła się w jego młodości. Nie było powodu mu nie wierzyć. Spisałem więc ją i opublikowałem w gazecie w takiej oto wersji:

Angorka czyli delirium tremens

„Najbardziej lubiliśmy jeździć do R. – miejscowości na Suwalszczyźnie. Było jezioro, był las i pole za chałupą, na którym można było rozbić namioty.
Chałupa i pole należały do Władysława. Mówiliśmy do niego – Gospodarzu.
Gospodarz to był złoty człowiek. Miód z ula wybrał – przyniósł, krowę wydoił – poczęstował mlekiem. I do tego nie chciał pieniędzy, nawet za pole pod namiot.
Wymagał tylko dwóch rzeczy – wódki wieczorem i… o tym za chwilę.
Z wódką kłopotu nie było, bo i tak prawie co wieczór raczyliśmy się czymś mocnym. Gospodarza nawet nie trzeba było wołać. Sam przychodził, zawsze o tej samej porze. Siadał i cieszył się, że może wypić w kulturalnym, miastowym towarzystwie. A jak już sobie podpił, opowiadał o swojej życiowej pasji – hodowli królików rasy angora.
Cóż to była za pasja. Don Juan nie kochał bardziej kobiet niż Gospodarz tych swoich królików. On je po prostu rozpieszczał. Z klatek wypuszczał, żeby sobie pokicały i poczuły się wolne. A najbardziej lubił małego króliczka, którego zdrobniale nazywał Angorką. No po prostu śliczności – cała biała była ta Angorka – z gęstą, kudłatą sierścią.
W związku z tymi królikami Gospodarz wymagał od nas jeszcze jednej rzeczy, abyśmy psy, które z nami przyjeżdżały, trzymali z dala od jego ulubieńców. Bo on po prostu nie przeżyje, jeśli się coś jego angorkom stanie.
Niech mu będzie. Pilnowaliśmy psów. Może nie tyle z miłości do królików, ile z czystego wyrachowania. Gdzie nad jeziorem znaleźlibyśmy inne, tak urocze i tanie miejsce? Piliśmy więc prawie co wieczór wódkę z Gospodarzem i słuchali jego opowieści o angorach. Czas mijał przyjemnie…
Ale któregoś ranka, patrzymy, a nasz Dżek – pies rasy owczarek niemiecki – coś wlecze w pysku do obozowiska. To coś, to była ulubiona angorka gospodarza.
Ale jak ona wyglądała. Wcale nie była biała! Tylko utytłana w ziemi, jak czarna małpa. Rzuciliśmy się wyrywać Dżekowi z pyska angorkę, ale było już za późno! Z angorki był przykładowy nieboszczyk – sztywny jak drut.
– Jak nic zagryzł bydlak angorkę. Da nam teraz Gospodarz. Jeśli oczywiście przeżyje stratę. Koniec z dobrym miejscem do biwakowania.
Nie! Coś trzeba przecież zrobić. I wyszło nam, że najlepiej będzie doprowadzić angorkę do porządku. Życia, znaczy, wrócić jej już nie było można, ale wygląd – owszem. Wypraliśmy angorkę w proszku najnowszej generacji, wyszczotkowali a nos uszminkowali, żeby wyglądała przyzwoicie.
I po cichu podrzuciliśmy angorkę do klatki. Że to niby pies nic nie jest winny, tylko sama w klatce zdechła od jakiegoś choróbska.
Czekamy co będzie dalej… Nadszedł wieczór – stała pora wprowadzania przez Gospodarza wódki do organizmu. Ale Władysława nie widać… Minęła godzina, potem druga – Gospodarz nie przyszedł.
Pewnie stratę przeżywa? Rozpamiętuje, jak to się mogło stać? Bo chyba się nie domyślił?
Na następny wieczór, żeby wynagrodzić Gospodarzowi stratę kupiliśmy wódkę marki chopin, bo strasznie tego chopina lubił.
Czekamy… Nie przychodzi. Pewnie, że się domyślił! Koniec z miejscem nad jeziorem!
Bierzemy tego chopina i idziemy do chałupy. Gospodarz siedzi za stołem zamyślony.
– Gospodarzu zapraszamy na kolację – machamy mu przed nosem chopinem.
– O nie, panowie! – podniósł głowę znad stołu. – Ja już więcej pić nie będę! Pozawczoraj angorka zdechła. Pochował ja ją w ziemi. Zasypał piachem. A wczoraj, patrzę, jak żywa w klatce siedzi! ”
Już następnego dnia, po opublikowaniu tej historii dostałem cios w szczękę od korektorki. Były to bowiem czasy, kiedy gazety miały jeszcze korektorki i jak się okazało bywały one mądrzejsze od dziennikarzy. – Ale pan chyba zapożyczył tę historie od Jonathana Carrolla – zagadnęła mnie na korytarzu. Głupio mi się zrobiło, bo wyszło na to, że popełniłem plagiat. Co prawda bez mojej winy, raczej z głupoty, ale cóż, przykre.

Celebrytka, która konfabuluje

Minęło kilka lat. Oglądam jakąś telewizję śniadaniową, to znaczy taką, która na śniadanie serwuje stek bzdur. I patrzę, a w tym steku występuje jedna celebrytka, znana z tego, że przebywa daleko od rozumu. I słyszę, jak ona opowiada niewiarygodną historię, którą sama przeżyła. Jak się domyśliliście, była to ta sama historia, którą opisałem, jako przygodę przeżytą przez mojego kolegę. Poczułem się dumny, bo pomyślałem, że opisana przeze mnie fikcja zaczęła żyć własnym życiem, jak już przytoczona kilka dni temu historia miedwieżonka. Nie sądziłem bowiem, żeby celebrytka przeczytała opowiadanie Carrola. Raz, że była za głupia, żeby cokolwiek przeczytać, dwa, gdyby przeczytała, wiedziałaby, że istnieje książką z tą historią, więc nie opowiadałby jej jako swoich przeżyć. Musiała ją po prostu gdzieś usłyszeć.  Dumny byłem, bo sądziłem, że usłyszała gdzieś moją wersję.

Dziś nie jestem tego taki pewien. Trochę poszperałem i okazało się, że jest to raczej jedna z legend, które funkcjonują w naszym życiu jako historie prawdziwe, na tyle prawdziwe, że często opowiadamy je jako swoje przeżycia. Sądzę nawet, że ona istniała wcześniej, zanim wykorzystał ją Carroll.

Wersji kolportowanych w Polsce jest kilkadziesiąt. Każda w stuprocentach „autentyczna”. Oto kilka z nich:

Szarik i Azor

„Znajomym zdarzyła się następująca historia. Rodzina mieszkała na wsi i postanowili sobie kupić dużego psa. Pies Szarik wychowywany był bezstresowo bez łańcucha, mógł biegać po całej okolicy, często odwiedzał sąsiednie gospodarstwa. Takie podejście nie podobało się ich sąsiadom, którzy trzymali swego mniejszego psa Azora na łańcuchu, a Szarik często wchodził na teren ich ogródka i gryzł się z Azorem.

Znajomi specjalnie nie przejmowali się sytuacją, aż pewnego razu, gdy siedzieli sobie w ogródku, Szarik przyniósł w pysku małego pogryzionego brudnego zwierzaka. Okazało się, że był to Azor sąsiadów! Nastała panika. Gdy sąsiedzi się dowiedzą, co się stało, to dojdzie do wielkiej kłótni! Na wsi takie konflikty to poważna sprawa.

W rodzinie doszło do wielkiej burzy mózgów. W końcu zwyciężył pomysł, że umyją psa, a później po kryjomu zaniosą do sąsiadów, uwiążą na łańcuchu i będą udawali, że to nie ich wina. Tak też w nocy zrobili.

Następnego dnia usłyszeli jednak dzwonek do drzwi. To był sąsiad. Myślą: „Cóż, pewnie dowiedział się, mamy problem”. Sąsiad jednak nie wyglądał na złego, był blady. Wszedł, nic nie mówił na początku. Powiedział po chwili: „Sąsiedzie. Nalejcie kieliszek. Wczoraj zdechł nam pies i zakopaliśmy w ogrodzie, a dzisiaj znów leży przy budzie.”

Pojawia się marihuana

„W domu kolesie zrobili sobie libację –  wódka, marihuana itp. Mieli psa obronnego, który niestety im zwiał i gdzieś poszedł. Kiedy wrócił, trzymał zakrwawionego psa sąsiada w pysku. Chłopcy się wystraszyli, że wyda się cała akcja, więc psie zwłoki umyli, wysuszyli suszarką i po cichutku przypięli do budy u sąsiada. Jakby co, powiedzą, że sam zdechł. Na drugi dzień jeden z nich wychodzi przed dom, patrzy, a tu sąsiad wpatrzony w psie zwłoki stoi przed budą. Chcąc dokończyć spektakl, chłopak podszedł do niego i powiedział, że bardzo mu przykro, że zdechł sąsiadowi pies. Sąsiad jednak był zszokowany, chłopak zapytał kilkakrotnie, czy wszystko z nim w porządku, na to sąsiad odpowiedział, że ten pies zdechł, ale kilka dni temu i sam pochował go w lasku niedaleko stąd”.

I samolot

„Znajomy znajomego  pracuje na Okęciu. Przyleciała duża paczka z zagranicy, w paczce klatka, w klatce pies. Zdechły. Panika! Przyjdzie właściciel, będzie afera! Posłali kogoś do schroniska na Paluchu, znalazł podobnego, przywiózł, wsadzili go do klatki, zwłoki gdzieś skitrali i czekają. Przychodzi właściciel. Idzie po klatkę i pierwsze słowa: „To nie jest mój pies”. Skąd pan wie? „Mój był zdechły”

Większe gabaryty i myśliwi

„Pijani myśliwi strzelają do grubego zwierza, którego wykryli w krzakach. Zastrzelony zwierz okazuje się być koniem! Myśliwi kopią saperkami głęboki dół, w którym chowają konia i cichcem odjeżdżają, pilnując, żeby nikt ich nie widział. Następnego dnia znowu są w tym samym miejscu i miejscowy rolnik pyta ich jako myśliwych, jaki to jest wielki straszny drapieżnik , który mu zjadł w jeden dzień z kopytami martwego konia, którego on wczoraj wyrzucił do lasu”

Jest i królik

„Dwie starsze panie miały królika, ich sąsiad był posiadaczem dużego psa. Pewnej nocy pies przytargał do domu z podwórka owego króliczka, nieżywego, rzecz jasna. Właściciel psa doprowadził martwe zwierzę do porządku i cichaczem zaniósł pod dom sąsiadek. Rano zastał starsze panie bardzo czymś przejęte. Podchodzi do nich i pyta:
– Co się stało, króliczek zdechł?
– Zdechł, ale dwa dni temu. Zakopałyśmy go, a on dzisiaj rano pod domem siedział!

I dresiarze

Sędzia i adwokat na wakacjach w domku nad jeziorkiem. Obok, po sąsiedzku chleją od kilku dni dresiarze. Dresiarze mają małego pudelka, który denerwuje wilczura sędziego. Któregoś ranka sędzia z adwokatem znajdują zwłoki pudla, które ze strachu przed dresami czyszczą i suszą, przerzucają przez płot do sąsiadów, przerażeni zemstą piją wódkę i wyglądają przez okna domku. Po chwili idzie do nich dres, otwiera drzwi i mówi – polejcie mi do szklanki. Chyba już wariuję, bo zakopałem 2 dni temu psa, a dzisiaj widzę go pod drzwiami czystego i pachnącego.

Nie muszę chyba dodawać, że ta legenda ma międzynarodowy zasięg. Chyba jej źródłem są Stany Zjednoczone, ale mnie najbardziej podoba się wersja hiszpańska, w której w roli zagryzionego zwierzątka występuje papuga.

Jeżeli znacie podobne historie, zamieszczajcie je w komentarzach.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 2 Grudzień 2015 by in Bez kategorii.

Kategorie

życie umysłowe na facebooku

Follow życie umysłowe on WordPress.com

Kategorie

życie umysłowe na facebooku

Statystyki bloga

  • 550,746 hits
%d bloggers like this: