życie umysłowe

Najlepszy blog o rzeczach oczywistych. Niby oczywistych

Historia jednej fotografii

Bardzo długo myślałem, że to fotomontaż. Jakaś upiorna zabawa surrealistów. Znana z niebywałej liczby reprodukcji, plakatów, druków na kubkach, koszulkach i Bóg wie na czym jeszcze. Jak tylko ten obraz zobaczyłem, a było to w Paryżu, uznałem go za dzieło kogoś o nadrealistycznej świadomości.


A potem już się nie zastanawiałem, widząc go w każdym sklepie z dekoracjami lub z wystrojem wnętrz. Ot, jedna z zaczerpniętych z przeszłości ikon popkultury, którą można powiesić sobie w pokoju, bo będzie dobrze wyglądała. Tylko czy śmierć może dobrze wyglądać?

Był 22 października 1895 roku. Pociąg ekspresowy nr 56 relacji Granville – Paryż miał niewielkie opóźnienie. Skład prowadził Guillaume Marie Pellerin, doświadczony maszynista, który ten dzień zapamiętał do końca życia, bo w wyniku wydarzeń, które wtedy nastąpiły trafił na dwa miesiące do więzienia i zapłacił 50 franków grzywny.

Pociągiem podróżowało 131 pasażerów nieświadomych, że za chwilę będą uczestniczyć w wydarzeniu kulturowym. Nie w historycznym, bo gdyby wtedy tworzyła się historia, to do niej przeszliby pasażerowie. A przeszła lokomotywa.

Marie Augustine Aguilard, jak codzień przyszła do pracy w kiosku znajdującym się na placu  de Rennes przed dworcem Montparnasse w Paryżu, w którym sprzedawała papierosy, tytoń, fajki, cygara i gazety. Ostatni klient, którego obsłużyła zniknął za rogiem już z piętnaście minut temu, a kolejnego na szczęście nie było widać.

Z powodu tego opóźnienia Guillaume zbytnio rozpędził skład, więc  nie zdążył wystarczająco wyhamować lokomotywy i skład ze zbyt dużą prędkością wpadł na dworzec. Lokomotywa rozwaliła najpierw kozioł zaporowy na końcu torów, potem roztrzaskała przeszkloną ścianę między  peronami a halą dworcową, przebiła grubą na ponad pół metra ścianę zewnętrzną, by na koniec spaść z wysokości 10 metrów na Płace de Rennes.

Na szczęście nie pociągnęła za sobą wagonów, więc nikt z pasażerów nie zginął. Maria Augustyna miała pecha. Jej ciało nie jest widoczne na zdjęciu, z korzyścią dla zdjęcia. Lokomotywa nie zwaliła się bezpośrednio na jej kiosk. Ale oderwana przez nią ze ściany kamienna płyta rozwaliła kiosk razem z nią w środku. Jako jedyna nie przeżyła tego wypadku.

W chwilę potem Płace de Rennes napełnił się tłumem gapiów, tak, że trzeba było przeorganizować dla nich ruch. Chętnych do obejrzenia katastrofy było wielu, zwietrzono biznes i gapiów zmieniono na widzów, którzy musieli kupić bilety, żeby obejrzeć widowisko.

Ani imię, ani nazwisko autora zdjęcia nie są znane. Wiadomo tylko, że pracował na rzecz firmy produkującej pocztówki i zrobił (wówczas jeszcze na płytach fotograficznych) dwa zdjęcia. Niezwykłe szczęście, bo na pierwszym uchwycił moment, w którym lokomotywa przebijała się przez ścianę dworca. Jednak nie to pierwsze zdjęcie przeszło do historii. Autor uznał, że drugie jest lepsze.

Słusznie. Uchwycony bezpośrednio moment wypadku może byłby atrakcyjny dla gazet, ale nie przeszedłby do historii fotografii. Bo drugie zdjęcie, które autor wybrał na pocztówkę, nie jest  zdjęciem z wypadku. Ta „chwila po” jest czymś więcej. Jest dziełem sztuki. Zanim pojawili się policjanci i strażacy, zanim zbiegli się gapie, zanim wydarzyło się to wszystko, co wydarza się w takich  przypadkach, zaistniała właśnie ta chwila, która sprawiła, że patrząc na to zdjęcie nie dostrzegamy w nim katastrofy. Nie zadajemy sobie pytania o liczbę ofiar, o ogrom zniszczeń. Zastanawiamy się, czy to co widzimy w ogóle jest możliwe. Zadajemy więc sobie pytanie egzystencjalne, pytanie, które potrafi przywołać właśnie sztuka. I udzielamy sobie odpowiedzi: Nie, nie jest to możliwe, to wyobraźnia autora. I to jest ta odpowiedź, którą też tylko sztuka wywołuje, bo zakłada, że to, co widzimy musiało mieć swojego autora. Nie jest dziełem przypadku, jest dziełem twórcy. Maria Augustyna zadabała o to, żeby swoim ciałem nie zepsuć nam tego wrażenia. Jej trup nie jest widoczny w kadrze. Gdyby tam był, zdjęcie nie utrwaliłoby się w świadomości zbiorowej. Kto bowiem wieszałby sobie na ścianie plakat z prawdziwym trupem? Natomiast budowniczowie i architekci, którzy zaprojektowali dworzec Montparnasse na wysokości drugiego piętra, zadbali o to, żeby spotęgować w nas wrażenie nierealności tej sceny. Gdyby dworzec był na poziomie paryskiego placu, cóż, nie byłoby tego posta.

A tak fotografia była reprodukowana w wielu miejscach. Stała się rzeczywiście inspiracją dla surrealistów. Największą hołdem jej złożonym jest do dzisiaj instalacja w brazylijskim mieście Canela, w muzeum kolejnictwa.


Lokomotywa, która jest głównym bohaterem fotografii nie ucierpała w tym wypadku za bardzo. Wróciła na tory po naprawach w zakładzie remontowym. Jeden trup, dwóch rannych pasażerów, plus strażak i dwóch pracowników kolei również ranionych. Zniszczona część dworca i uszkodzona lokomotywa. Dwa miesiące więzienia i 50 franków grzywny dla maszynisty. Konduktor musiał zapłacić mniejszą, dwudzestopięcio frankową grzywnę. Cena za jedno z najsłynniejszch zdjęć w historii fotografii.

Lego narzędziem szatana. 10 dowodów

Na co pracuje Zofija?

2 comments on “Historia jednej fotografii

  1. Pingback: Historia drugiej fotografii | życie umysłowe

  2. Pingback: Historia pierwszego i ostatniego pocałunku | życie umysłowe

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 9 Luty 2016 by in Bez kategorii.

Kategorie

życie umysłowe na facebooku

Follow życie umysłowe on WordPress.com

Kategorie

życie umysłowe na facebooku

Statystyki bloga

  • 527,752 hits
%d bloggers like this: