życie umysłowe

Najlepszy blog o rzeczach oczywistych. Niby oczywistych

Historia drugiej fotografii

– Nie martw się, moja kochana Mariško, jak widzisz ja zawsze z butelką. Twój Gusti – napisał Gustav Popovič na odwrocie zdjęcia, które wysłał do swojej żony w Slavkovie na Słowacji. Było to jedno z najważniejszych zdjęć w historii fotografii. Równie sławne, jak opisywana w poprzednim poście katastrofa na dworcu Montparnass w Paryżu.

100-najwazniejszych-zdjec-swiata.-charles-c.-ebbets-przekaska-pod-chmurami[1]

Amerykanie mówili na niego Gusto, był Słowakiem. W 1932 roku pracował w Nowym Jorku, na dachu drapacza chmur oznaczonego jako GE, najwyższego budynku kompleksu Centrum Rockefellera. Był robotnikiem i razem z innymi emigrantami  (głównie z Irlandii) pracował na 69 piętrze wieżowca, 260 metrów nad ziemią. 20 września, w porze lunchu dostał, podobnie jak jego dziesięciu kolegów, kanapki zapakowane w identyczne torby i dowiedział się, że weźmie udział w sesji fotograficznej, zorganizowanej na potrzeby marketingowe przez Centrum Rockefellera.

Na zdjęciu, które ukazało się w niedzielę (tak, w tamtych czasach gazety ukazywały się w niedzielę) w New York Herald Tribune Gusto siedzi pierwszy z prawej z butelką w ręku. Kształt butelki mógłby wskazywać na to, że był w niej wcześniej alkohol, ale Gusto na pewno nie kupił go legalnie w USA. Był ostatni rok prohibicji, zatem butelka jest prawdopodobnie pusta. Co było w niej wcześniej? Nie wiadomo.

Zdjęcie szybko stało się ikoną kultury popularnej. W Polsce znane jest pod dwoma tytułami: „Lunch pod chmurami” lub „Przekąska pod chmurami”. Dosłowne tłumaczenie z angielskiego brzmi: „Lunch na szczycie drapacza chmur”. Liczne reprodukcje drukowane na wszystkim, co się nadaje do drukowania, można spotkać do dziś, głównie w sklepach specjalizujących się w artystycznej dekoracji wnętrz.

Równie szybko też wokół zdjęcia zaczęły mnożyć się kontrowersje, poddające w wątpliwość autentyczność fotografii. Nikt na wąskiej belce umieszczonej 260 metrów nad otchłanią nie zachowuje się tak swobodnie, zwłaszcza bez żadnego zabezpieczenia.

Do dzisiaj pojawiają się zarzuty fotomontażu, ale je możemy odrzucić. Jest rok 1932, rok Wielkiego Kryzysu, w którym nie ma photoshopa, ani innych sposobów montowania zdjęć w taki sposób, żeby nie można tego było wykryć siedemdziesiąt lat później. Dlaczego akurat 70 lat później? Bo dopiero w 2002 roku udało się ustalić autora zdjęcia. I to jest najbardziej podejrzane.

Przez 70 lat autor zdjęcia nie ujawniał się, jakby chciał uniknąć kłopotliwych pytań. Dopiero po jego śmierci ogłoszono, że nazywał się Charles Clyde Ebbets, fotograf zafascynowany pracą na wysokościach. Jednak już nie żył i nie można go było zapytać, jak to z tym słynnym ujęciem było. Z jedenastu robotników siedzących wtedy na belce, oprócz Popowicy, udało się po wielu latach zidentyfikować podobno, z dużym naciskiem na podobno, dwóch Irlandczyków i, z jeszcze większym naciskiem na podobno, jednego Szweda. Żaden z nich nie wypowiadał się na temat tego zdjęcia.

Dwa lata przed wybuchem II wojny światowej Gusto na powrót stał się Gusti. Wbrew rozumowi, w czasie kiedy kto tylko mógł wiał z Europy, wrócił do Vysneho Slavkova, pod Popradem. Za zarobione pieniądze kupił gospodarstwo, pole i kawałek lasu. Zamierzał gazdować. Mariška była wniebowzięta. Niedługo. Tuż przed zakończeniem wojny, kiedy przez Slavkowo przetaczał się front, Gusti schował się przed bombardowaniem do piwnicy. Gdy ustało wyszedł na podwórko, żeby obejrzeć szkody nim wywołane. Wracał do domu wybudowanego za pieniądze zarobione na amerykańskim wieżowcu, „zabila ho črepina z granatu”, czyli odłamek.

Grób Popovica na cmentarzu w Slavkovie

Wtedy Mariška Popovič, do której w 1932 Gusti wysłał odbitkę zdjęcia z dowcipnym tekstem na odwrocie, wszczęła alarm. Ogłosiła, że ciut poniżej kadru, wie to od Gustava, znajdowała się podłoga. Jedno z najsłynniejszch zdjęć w historii miałoby być efektem znakomitego kadrowania. Ale Marišce nikt nie uwierzył… Kto by w USA słuchał wiejskiej baby ze Słowacji.

Do dzisiaj tak naprawdę nie wiadomo, czy robotników udało się perswazją bytową (utrata pracy w czasie Wielkiego Kryzysu była prawdziwą tragedią) skłonić do szaleńczego lunchu, bez jakiegokolwiek zabezpieczenia, na belce na wysokości 69 piętra, czy też zachowują się oni tak swobodnie, bo trzy metry niżej mają podłogę.

Prawdę mówiąc, nie ma to i nigdy nie miało żadnego znaczenia. Efekt, który Ebbets osiągnął, tak zniewala widza, tak go zdumiewa, że nawet gdyby wiedział, że obraz jest wynikiem mistyfikacji, jego reakcje nie byłyby mniej intensywne.

Podczas tej sesji Ebbets wykonał też inne zdjęcia. Żadne jednak nawet nie otarło się o sławę Lunchu pod chmurami. Mogą one jednak pomóc w rozpoznaniu metod, jakimi posługiwał się fotograf. Kiedy bowiem oglądam jego fotografię wykonaną po lunchu, 
skłonny jestem uwierzyć Mariszce.

Przeczytaj Historię pierwszego i ostatniego pocałunku

Zobacz „Historia jednej fotografii”

3 comments on “Historia drugiej fotografii

  1. goldenbrown
    11 Luty 2016

    I ja też bardziej wierzę Mariszce😉

    Liked by 1 osoba

  2. Pingback: Historia pierwszego i ostatniego pocałunku | życie umysłowe

  3. zet
    13 Luty 2016

    niemniej sa budowlancy ktorzy biegaja bez zabezpieczen na takich wysokosciach

    Lubię

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 11 Luty 2016 by in Bez kategorii.

Kategorie

życie umysłowe na facebooku

Follow życie umysłowe on WordPress.com

Kategorie

życie umysłowe na facebooku

Statystyki bloga

  • 550,945 hits
%d bloggers like this: