życie umysłowe

Najlepszy blog o rzeczach oczywistych. Niby oczywistych

Jak sadziłem sekwoje

Jechaliśmy resztkami Drogi numer 66,  tym co po niej zostało, tak tej słynnej, ze Wschodu na Zachód. W radiu Rolling Stones grali rock and rolla Chucka Berrego Route 66.  Tak czasami mam, że mi się zgrywają ze sobą w jednym miejscu i czasie  podobne znaczeniowo wydarzenia.

07236352b64834f1fe2996d23b4ab7c4[1]

Towarzysze mojej podróży tak nie mieli. Byli młodsi. Nie mieli bladego pojęcia, czym była Droga nr 66 dla kilku pokoleń amerykańskich, i nie tylko, włóczęgów. W ogóle nie zdawali sobie sprawy, że jadą po jakiejś wyjątkowej drodze. Chucka Berrego nie znali. Micka Jaggera jeśli już, to ze współczesnych kawałków, a nie z utworu, który nagrał z zespołem w połowie lat 60-tych. Mieli generalnie to w dupie. Mnie również. Byli na mnie wkurwieni, że ich tutaj zaciągnąłem. Zaczęli więc szybko zmieniać w radiu stacje, żeby powkurwiać się przy czymś dla nich bardziej strawnym. Zamknęli  Jaggerowi gębę, kiedy w swoim kawałku dojeżdżał do San Bernardino. My wjeżdżaliśmy w góry Sierra Nevada

Nie miałem im tego za złe. Miałem sprawę do generała Shermana, więc byłem wdzięczny, że chociaż wkurwieni, zgodzili się mnie tutaj przywieść, było nie było, aż z Los Angeles. Oni do generała Shermana żadnego interesu nie mieli.

Pół godziny wcześniej minęliśmy pełną pomarańczowych gajów dolinę, żeby u stóp gór dowiedzeć się od strażników parku, że spodziewają się opadów śniegu, więc bez łańcuchów na koła nas nie wpuszczą. Kto do gaju pomarańczowego zabiera łańcuchy na koła!? Kurwa mać! Pół świata przeleciałem, pół Kalifornii przejechałem, żeby tu, u stóp generała Shermana wyhuśtali mnie na jakimś pierdolonym łańcuchu!

Nie wyhuśtali, bo to Ameryka. Okazało się, że pół miasteczka u stóp gór żyje z wypożyczania łańcuchów frajerom, którzy uwierzyli,  że „nigdy deszcz nie pada w Kalifornii”.

IMG_0739

Za chwile z nieba na nasz samochód lunie biała breja

Jechaliśmy więc dalej z łańcuchami w bagażniku, bo nic nie zapowiadało śniegu.  – Pewnie mieszkańcy są w zmowie ze strażnikami – pomyślałem – którzy bez względu na porę roku nikogo nie wpuszczają bez łańcuchów. Wkrótce jednak droga zaczęła się piąć, stała się stroma, a kiedy wspięła się na jakieś 1000 metrów, z nieba pierdolnęła biała, mokra breja. Takiej brei jeszcze nie widziałem. Jak lawina. Zza zakrętu, jak na zawołanie, wyskoczyła strażniczka i kazała nam zakładać łańcuchy.

Nigdy mi to nie wychodziło. Nawet przy najlepszej pogodzie. Po 30 sekundach byłem mokry, po 5 minutach wychłodzony maksymalnie, a po 15 minutach chciało mi się wyć. W końcu zaplątaliśmy jakoś te łańcuchy na koła i ruszyliśmy do Shermana.

Czekał. Nigdzie się nie ruszał. Od dwóch i pół tysiąca lat. A może i nawet ze trzysta lat dłużej. Trzeba by go ściąć, policzyć słoje, żeby dowiedzieć się dokładnie, jak jest stary.

A jak jest duży? Największy, po prostu. Nie najwyższy, nie najgrubszy, ale największy. Największy żywy organizm na kuli ziemskiej. Największe drzewo naszego świata. Sekwoja olbrzymia. Tak myślałem. O masie tak wielkiej, jak masa wszystkich świerków, które pomieszczą się na powierzchni jednego hektara. Tak przeczytałem.

Wylazłem z samochodu. Breja w obliczu potęgi generała Shermana, jak sekwoję nazwali Amerykanie, bardzo zelżała. Stanąłem pod nim, żeby poczuć trwanie. Trwanie na przekór czasowi.

IMG_4367

Moim beznadziejnym obiektywem udało mi się ogarnąć tylko stopy generała

 

Babiloński Król Nabuchodonozor podbił żydowską Judeę, Egipt został podbity przez Persów. Imperium perskie rządziło połową cywilizowanego świata i rozpoczęło inwazję na miasta Greków, którzy jeszcze czekali na swojego Aleksandra Macedońskiego. Sekwoja już rosła. Nie wiadomo, ile wówczas miała lat. Może kilka, może już kilkaset. Możliwe, że już była wielkości dorodnej sosny.

Stanąłem pod nią ze świadomością, że jest może dopiero w połowie swojego życia, że może czeka ją kolejne dwa i pół tysiąca lat. Że będzie rosła, kiedy może już nie będzie Stanów Zjednoczonych, kiedy nasza cywilizacja będzie traktowana w szkołach tak samo, jak my traktujemy dziś cywilizację grecką. Mało prawdopodobne, żeby wówczas sekwoja dalej nosiła imię generała Shermana.

 

11e7b2071676e09f1297a2a56531067c[1]

Jeszcze do niedawna czuliśmy dumę, tyle mieliśmy rozumu, z wycinania tysiącletnich sekwoi

Taką właśnie miałem sprawę do generała Shermana. Chciałem, żeby pomógł mi poczuć czas zatrzymany w jednym, ciągle żywym organizmie. Zrozumieć, że z punktu widzenia tej sekwoi nasze życie jest chwilką, że ona mierzy czas w tysiącach lat i że z takiej perspektywy życie wygląda zupełnie inaczej. Gdyby nam tylko było dane taką perspektywę poczuć?

Chciałem ją czuć codziennie. Taki miałem plan. Przy bramie rezerwatu był sklep, w którym sprzedawali nasiona Shermana. Po pięć dolarów za kilkadziesiąt nasionek. Nie uwierzycie, jak malutkie nasionka może mieć taki gigant. Nie większe niż zwyczajna sosna. Na opakowaniu ostrzegali, że mogą nie wykiełkować.

Wykiełkowały. Po kilku miesiącach od powrotu z Ameryki w plastikowych pojemnikach miałem na balkonie 21 gigantycznych sekwoi, póki co wielkości źdźbła trawy. Oczko. Z czasem oczko zaczęło się kurczyć. Sekwoje umierały. Wiedziałem, że tak będzie. Miałem świadomość, że będę miał szczęście, jeśli po kilku latach ocaleje kilka.

Ocalały cztery najsilniejsze. Miały po pół metra wysokości, kiedy przesadziłem je do donic i wyniosłem na taras. Chowały się dobrze. Ocieplane przetrwały dwie zimy. Miały po 80 centymetrów, gdy zdecydowałem się je przesadzić do naszego zagajnika, na działce, nad jeziorem. Nadal je ocieplałem, ale jeśli miały stanowić świadectwo tysiącletniej perspektywy, musiały sobie poradzić same. Pierwszej zimy padły dwie, drugą przeżyła już tylko jedna. Ale i ona nie przetrwała następnej.

Pomyślałem, że polskiego klimatu nie przeżyje nawet sekwoja olbrzymia. Tak, że mój plan, żeby każdy, kto stanie pod moją sekwoją miał szansę spojrzenia na życie z jej perspektywy, diabli wzięli.

A może nie? Kilka dni temu dowiedziałem się, że generał Sherman nie jest sekwoją. Odkryto to kilka lat temu. Nie sekwoja olbrzymia, a mamutowiec olbrzymi. Zupełnie inny gatunek. Może zatem, gdyby sadzonkę potraktować jak mamutowca a nie sekwoję,  szanse byłyby większe? Do Kalifornii już raczej nie wrócę. Ale może nasiona można kupić przez internet?

7 comments on “Jak sadziłem sekwoje

  1. kredek
    24 Luty 2016

    Reblogged this on życie umysłowe.

    Lubię

  2. maria
    24 Luty 2016

    Przewrotna sekwoia… Dziekuje.

    Liked by 1 osoba

  3. Pingback: Fotograf, który zapomniał, że jest fotografem | życie umysłowe

  4. Pingback: Najbardziej znane zdjęcie świata | życie umysłowe

  5. Pingback: Serce taksówkarza | życie umysłowe

  6. Pingback: Najbardziej znane zdjęcie świata | życie umysłowe

  7. Pingback: Trzech mocno podejrzanych  | życie umysłowe

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 24 Luty 2016 by in Bez kategorii.

Kategorie

życie umysłowe na facebooku

Follow życie umysłowe on WordPress.com

Kategorie

życie umysłowe na facebooku

Statystyki bloga

  • 550,945 hits
%d bloggers like this: