życie umysłowe

Najlepszy blog o rzeczach oczywistych. Niby oczywistych

Seksistowski skandal

19c3cf851ea14573244934c77cc527c7

Jock Semple to jest na zdjęciu ten facet na czarno, który usiłuje chwycić biegaczkę. I krzyczy (potwierdzili to świadkowie) „Wypierzaj z mojego biegu! Oddawaj numer!” To był numer 261. Ten numer stał się symbolem walki o emancypację kobiet. Zaś Jock Semple? No cóż. Dzięki niemu historia zmieniła bieg.

Był rok 1967. Stany Zjednoczone Ameryki Północnej, Boston. Epoka dzieci kwiatów, wolnej miłości. Czas i miejsce, w którym, co jak co, ale prawa kobiet powinny być już od dawna załatwione.

Nie w maratonie. W tej dyscyplinie sportu panowało niczym nieuzasadnione przekonanie, że kobiety są zbyt słabe, zbyt kruche, żeby przebiec dystans ponad 40 kilometrów.  W najstarszym cyklicznym maratonie świata, rozgrywanym od 1897 roku w Bostonie ta zasada była przestrzegana wyjątkowo skrupulatnie.

Ciekawe, że w regulaminie bostońskiego biegu nie było punktu zabraniającego kobietom startu w zawodach, nie było też rubryki, w której uczestnicy musieliby podać swoją płeć. Prawdopodobnie z obawy przed oskarżeniem o dyskryminację. Był już przecież 1967 rok i siedemdziesiąty, rocznicowy bieg. Nikt jednak nie miał wątpliwości, że żadna kobieta nie ośmieli się oficjalnie w nim wystartować.

Nieoficjalnie? To co innego. Ameryka to wolny kraj. Można robić, co się chce. Ale nieoficjalnie się nie liczy. Rok wcześnie nieoficjalnie wystartowała Bobbi Gibbs.   Ukryła się w krzakach przy starcie maratonu. A po rozpoczęciu wmieszała w tłum samców. Gdzieś w połowie zawodów zorientowano się, że w maratonie biegnie kobieta. Publiczność zaczęła wiwatować na jej cześć, rozgłośnia radiowa nadawać meldunki z jej postępów w zawodach. Ale biegła bez numeru, Jock Semple, jeden z organizatorów maratonu i jego naczelny cerber się nie ciskał, a na mecie na Bobbi czekał gubernator z kwiatami, bo pewnie mu doradzili, że takim zachowaniem zjedna sobie wyborców.

Czyli skończyło się tak, że niby Bobbi przebiegła maraton, ale bez sensu, bo oficjalnie bostońskiego biegu nie ukończyła. Nie było jej nawet na liście startowej.

W 1967 roku Bobbi też stanęła na starcie. I też nieoficjalnie. I też pewnie skończyłoby się na uściśnięciu ręki gubernatora, gdyby nie dwudziestoletnia Kathrine Switzer. Ona miała numer – 261!

Zdobyła go przez gapiostwo organizatorów. Przyszła na start w luźnym dresie, tak żeby jej płeć nie rzucała się w oczy. Wpłaciła trzy dolary wpisowego i wypełniła kartę zgłoszeniową, w której, jak już napisałem nie było rubryki określającej płeć. Podpisała się inicjałami imion i nazwiskiem – K.V. Switzer. Z tego podpisu nie wynikało, jaka płeć kryje się pod nim, ale wszystko było zgodne z regulaminem.

Oczywiście przed startem Kathrine bardzo dużo trenowała. Od wczesnego dzieciństwa. Najpierw hokej, potem bieganie. Miała trenera, który nie wierzył, że kobieta może pokonać maraton. Przed startem musiała więc przebiec dodatkowy maraton, plus 10 kilometrów więcej, żeby przekonać swojego niezbyt rozgarniętego trenera, że może wystawić ją do biegu w Bostonie.

Na starcie razem z Kathrine stanął też jej narzeczony – zawodnik futbolu amerykańskiego – Tom Miller, który uważał, że skoro kobieta może pokonać maraton, to dokona tego również futbolista amerykański bez żadnego biegowego treningu. Narzeczony okazał się bardzo pomocny.

Powodem startu Kathrine w maratonie nie była walka o prawa kobiet, w tym również do biegania maratonów. Ona po prostu chciała biegać. Emancypantkę zrobił z niej Jock Semple,  pilnujący porządku na trasie nadęty dupek, który 10 lat wcześniej zaatakował podczas bostońskiego maratonu chłopaka, który biegł w płetwach i masce do nurkowania, za to, że nie traktował tego maratonu z należytą powagą. Za ten chuligański napad Semple o mało nie trafił do więzienia.

W 1967 Jock dał o sobie znać mniej więcej na trzecim kilometrze maratonu.Na tym kilometrze dziennikarze dowiedzieli się, że K.V.Switzer jest kobietą. Podjechała wypełniona fotoreporterami ciężarówka, żeby zrobić zdjęcia Kathrine i przy okazji pożartować z Jocka, że został w tak dziecinny sposób nabrany.

resizedimage600330-Boston-Marathon1967

Wtedy Jock Semple pokazał całemu światu, jak w demokratycznej Ameryce traktuje się kobiety biegające w maratonach. Zaatakował Kathrine, usiłując zepchnąć ją z trasy, lub choćby zerwać numer. I może by mu się udało, gdyby nie narzeczony futbolista, który zagrał tak, jak się gra w amerykańskim futbolu, czyli pchnął Jocka na tyle mocno, że ten obalił się na ziemię.

Kathrine musiała zdecydowanie przyspieszyć, żeby zanim Jock się podniesie uciec od niego jak najdalej. Kosztowało ją to bardzo dużo wysiłku. Wybiła się ze swojego biegowego rytmu, tak, że potem osłabła i mało brakowało, a nie ukończyłby biegu. Wyczerpana jednak dobiegła do mety po 4 godzinach i 20 minutach. W ten sposób stała się pierwszą oficjalnie zarejestrowaną kobietą, która ukończyła Boston Marathon. A występ Bobbi znowu został oficjalnie przemilczany.

Zdjęcia na drugi dzień ukazały się w gazetach i wywołały skandal. Demokratyczna Ameryka zatrzęsła się z oburzenia. Ale pomyliłby się ten, kto sądziłby, że w następnym roku dopuściła kobiety do maratonu. „Stare” okopało się mocno i broniło swojej pozycji. Katherine Switzer musiała założyć organizację walczącą o prawa kobiet do biegania. Dzięki Jockowi stała się walczącą feministką, na tyle sławną, że po latach jedno z pism zaliczyło ją do setki najbardziej wpływowych kobiet dwudziestego wieku. Jej walka przyniosła sukces w 1972 roku, kiedy organizatorzy Boston Marathon oficjalnie dopuścili kobiety do biegu. Niewiarygodne, że tak późno.

Kathrine Switzer, oprócz walki o prawa kobiet, biegała. Z sukcesami. W 1974 roku na przykład wygrała jeden z największych biegów – maraton w Nowym Jorku.Jej aktywność wykroczyła jednak daleko poza bieganie i trwa do dzisiaj. w 2015 roku założyła organizację 261Fearless, wykorzystując znaczenie numeru startowego z Bostonu z 1967 roku. Organizacja zajmuje się wspieraniem, promocją i rozwojem biegania wśród kobiet na całym świecie.

Narzeczony futbolista nie dobiegł. Nie myślę tu o maratonie, bo tego nie wiem. Tom Miler nie dobiegł do z Kathrine do życiowej mety. W 1968 wyszła co prawda za niego za mąż, ale rozwiedli się w 1973 roku. W 1987 roku wyszła Kathrine wyszła ponownie za mąż –  za brytyjskiego biegacza, Rogera Robinsona.

A Jock Semple? A Jock Semple stał się przykładem, że ludzie mogą się zmienić. Co prawda w 1967 roku osiągnął światową niesławę, ale przecież całe swoje życie poświęcił bieganiu. Był zawodnikiem, masażystą, fizjoterapeutą, trenerem, działaczem sportowym. Po zmianie przepiosów stał się też gorący zwolennikiem udziału kobiet w maratonach. I propagował maratony kobiet na całym świecie. Po latach przeprosił publicznie  Kathrine za swój seksistowski wyczyn, a ona mu wybaczyła. W 1981 roku wszedł do prestiżowego grona sław amerykańskich biegów długodystansowych. Zmarł cztery lata później na raka trzustki i wątroby. Do dzisiaj przyznawana jest przez  Boston Athletic Association nagroda jego imienia.

W przyszłym, 2017 roku porzypada 50. rocznica oficjalnego przebiegnięcia przez kobietę Boston Marathon. Kathrine Switzer zapowiada, że z tej okazji wystartuje w bostońskim biegu jeszcze raz. Będzie miała wówczas 70 lat.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 2 Kwiecień 2016 by in fotografia, historia, płeć, sport, społeczeństwo and tagged , , , .

Kategorie

życie umysłowe na facebooku

Follow życie umysłowe on WordPress.com

Kategorie

życie umysłowe na facebooku

Statystyki bloga

  • 527,752 hits
%d bloggers like this: