życie umysłowe

Najlepszy blog o rzeczach oczywistych. Niby oczywistych

Samochód rozbabrany, mechanicy na zebraniu

Dwie najbardziej traumatyczne wizyty w życiu mężczyzny – wizyta u dentysty i wizyta u mechanika samochodowego. Mnie przytrafiła się ta druga.

child-labor-934900_1280

Musiałem wymienić pasek rozrządu, bo pora już na niego była najwyższa. Umówiłem się w serwisie samochodowym, ale potem pomyślałem, że może w innym będzie taniej, no to zadzwoniłem do innego. W innym rzeczywiście było taniej o 150 złotych. Przynajmniej tak mówili. A poza tym obiecali, że na czas naprawy dadzą mi samochód zastępczy, bo miałem parę rzeczy tego dnia do załatwienia.

No to zadzwoniłem do pierwszego, że dziękuję, ale nie skorzystam z ich usług, bo muszę wyjechać, skłamałem, gdyż mi się głupio zrobiło, że ich do wiatru wystawiłem..

O ósmej rano, jak było w umówie stawiłem się w tym innym serwisie i stanąłem przed biurkiem całkiem sympatycznej, i jeszcze całkiem niestarej kobiety, żeby się zameldować, że oto jestem, samochód przyprowadziłem, a teraz chcę drugi, zastępczy, tak jak było umówione. Pani z jakiegoś powodu zrobiło się przykro. Spisała , co tam miała spisać na zleceniu, a potem wyjawiła, dlaczego jest jej przykro. Samochodu zastępczego nie ma

– Jak to nie ma? – zapytałem spokojnie, bo na szczęście przed wyjazdem do serwisu przeprowadziłem kilka technik oddechowych jogi i błogi spokój spłwywał po mnie  jeszcze. – Niestety, nie ma – odpowiedziała pani – wszystkie wyszły. – Chyba wyjechały – błysnąłem resztką inteligencji językowej w nadziei, że ona da mi dostęp do zastępczego pojazdu. – Nie wiem, nie znam się – pani nie załapała resztek inteligencji językowej – nie ma i już.

– Ale miał być przecież – ciągnąłem już bez jakiejkolwiek nadziei, ale nadal spokojnie. – Przecież dlatego was wybrałem, bo potrzebuję samochodu zastępczego. Mam sprawy do załatwienia.

Pani z powodu tych spraw zrobiło się przykro. – Umawiałeś dla pana samochód? – zapytała kolegę z sąsiedniego biurka. Kolega coś wymamrotał pod nosem. Nie wiem, co. A potem podszedł do szafki i zaczął w niej grzebać.

Po 30 sekundach wygrzebał kluczyk samochodowy i uniósł go triumfalnie w górę. – A to co? – zapytał. – A to jest do nowego samochodu – odpowiedziała pani, a ja z samej barwy jej głosu wyczytałem, że nowe samochody nie są dla mnie, że nowe samochody, to jest świętość, którą takim klientom jak ja udostępnia się dopiero wtedy, jak się zestarzeje. Że taka łajza, jak ja na nowy samochód nie zasługuje.

Za panią wisiało lustro, więc od razu mogłem się w nim przejrzeć, żeby zrozumieć, że faktycznie taka łajza jak ja załuguje tylko na stary samochód zastępczy, a starego samochodu nie ma i co im zrobię.

Nic im nie zrobię. Mogę co najwyżej zrobić dziesięć dodatkowych oddechów, żeby nadal zachować coraz bardziej spływający ze mnie spokój. Przy siódmym oddechu pani straciła cierpliwość. – To zostawia pan swój samochód, czy nie? – zapytała.

Zostawiłem. Odetchnąłem jeszcze trzy razy i zostawiłem. Zapytałem tylko, jak długo potrwa naprawa.. – Trzy godziny – pani wyraźnie ucieszyła się, że obyło się bez awantury. – Góra trzy godziny, a nawet mniej. Zadzwonimy, jak tylko skończymy.

Po pięciu godzinach zadzwoniłem ja. Pani już nie było, odebrał pan, który robił na drugą zmianę. – Dwie godziny temu miałem odebrać od was telefon – zacząłem czując, a właściwie nie czując już żadnego spokoju uzyskanego wcześniej dzięki wiedzy joginów – że samochód już gotowy i mogę odebrać.

– Nic nie wiem, dopiero zacząłem pracę – odpowiedział pan – proszę poczekać, pójdę sprawdzę na warsztacie.

Poszedł, sprawdził na warsztacie. Wrócił po piętnastu minutach i oddzwonił. – Pański samochód stoi rozebrany, ale nie jest jeszcze składany, bo mechanicy poszli na zebranie.

Ożesz .urwa jego mać – poniosło mnie, gdyż najwidoczniej hinduscy jogini nie przewidzieli istnienia polskich mechaników samochodowych i cały hinduski spokój zamienił się w polską wściekłość. – Pan wybacz, ale co mnie, klienta obchodzą zebrania waszych mechaników!? – cisnąłem zjadliwie w słuchawkę. – Nie wiem, zapytam majstra, jak tylko skończy się zebranie – odpowiedział pracownik i odłożył słuchawkę. A ja rozpocząłem drugą już tego dnia sesję oddechową.

Zebranie nie było długie. Już po czterdziestu minutach zadzwonił majster. Tak, że zdążyłem sesję zakończyć i byłem od nowa naładowany aż po uszy spokojem. – Pański samochód gotowy jest do odebrania – poinformował majster. – A ile będzie mnie kosztował? – zapytałem. Majster podał cenę. Była dokładnie taka sama, jak ta, którą zaproponowano mi w pierwszym zakładzie.

Można powiedzieć, że wykonałem zupełnie niepotrzebną i bezsensowną operację z zamianą serwisów samochodowych. Nieprawda. Dzięki tej zamianie zyskałem bowiem nową naukę. Taką, że hinduskie techniki oddechowe są do dupy w konfrontacji z polskim mechanikiem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 23 Maj 2016 by in motoryzacja, społeczeństwo and tagged , , , , .

Kategorie

życie umysłowe na facebooku

Follow życie umysłowe on WordPress.com

Kategorie

życie umysłowe na facebooku

Statystyki bloga

  • 550,746 hits
%d bloggers like this: