życie umysłowe

Najlepszy blog o rzeczach oczywistych. Niby oczywistych

Na rozgrzanej patelni

 

29d5d005e68110bb9bb3329fbf7fbdd4

Nie uwierzysz, ale ten człowiek na zdjęciu ocalił świat przed zagładą. Wiem, że nie wygląda na takiego bohatera. Może dlatego, że nie jest w swoim naturalnym środowisku, tylko pod McDonaldem w Ameryce. Pierwszy raz pojawił się tu dopiero w 2004 roku, kiedy kręcono o nim film właśnie pod takim tytułem „Człowiek, który ocalił świat”.

stanislav-petrov

 

A na tym zdjęciu? Na tym zdjęciu tak, z tymi medalami, już wygląda na takiego, który uratował świat. Tylko dlaczego jest na nim taki samotny i smutny? Bo medale nie są za ocalenie świata? Bo jego naród nie okazał mu wdzięczności? Bo władze uznały, że ocalenie świata się nie opłacało? A medale, które ma na sobie  są za wcześniejszą służbę wielkiemu Związkowi Radzieckiemu?

Podpułkownik Stanisław Jefgrafowicz Pietrow w 1983 roku, 26 września pełnił służbę w podmoskiewskim Sierpuchowie, w tajnym miasteczku wojskowym, w którym znajdowało się centrum dowodzenia, a w nim system wczesnego ostrzegania przed atakiem jądrowym – OKO

WEEKEND TO PRZEKLEŃSTWO

W imperium radzieckim, w jego europejskiej części minęła północ i rozpoczął się już poniedziałek. W USA, które przez imperium uważane były za największego wroga, w najlepsze rozkwitała niedziela. Poniedziałek mógł nigdy nie nadejść.

Podpułkownik Pietrow odetchnął. Weekend właściwie już się skończył, a on nienawidził weekendów. Tak się bowiem składało, że w weekendy i święta OKO najczęściej wszczynało alarmy o potencjalnych zagrożeniach, więc Pietrow wolał być w tym czasie na służbie, niż w domu, z którego podczas alarmu zawsze był wyrywany do centrum dowodzenia.

Wolał być w tym czasie oficerem dyżurnym i spoglądać zza szyby, z podwyższenia, gdzie znajdowało się stanowisko dowódcze oficera dyżurnego na salę kontroli, w której pracowało kilku kontrolerów bez przerwy śledzących na ekranach monitorów wskazania satelitów, stanowiących najważniejszy element systemu OKO. Dzięki nim Związek Sowiecki mógł wcześniej, zanim wykażą to radary, dowiedzieć się o wystrzeleniu w jego kierunku rakiet z głowicami nuklearnymi.

PO PÓŁNOCY NADCIĄGNĘŁY ZMORY

Zadanie podpułkownika Pietrowa było następujące: Po zauważeniu na monitorze momentu wystrzelenia z terytorium USA rakiet balistycznych, miał o tym poinformować dowództwo na Kremlu, które ten meldunek przekazywało sekretarzowi generalnemu. Dzięki systemowi wczesnego ostrzegania sekretarz generalny miał jeszcze około 12 minut na podjęcie decyzji. Doktryna zimnowojenna zakładała, że Związek Sowiecki po wystrzeleniu rakiet z  terytorium USA powinien całym swoim potencjałem nuklearnym uderzyć w terytorium wroga.

W 1983 roku sekretarzem generalnym był Jurij Andropow, który zaledwie kilkanaście dni wcześniej podjął decyzję o zestrzeleniu pasażerskiego samolotu południowokoreańskich linii lotniczych z  249 osobami na pokładzie. Samolot ten został pomyłkowo uznany za szpiegowski.

Minęła północ, a podpułkownik Pietrow był szczęśliwy, że tym razem w weekend nie wydarzyło się nic szczególnego. Jeszcze raz spojrzał przez szybę. I zobaczył kilka par wbitych w niego oczu. W tych oczach był nie tylko strach. Było w nich przerażenie.

NIKT NIE ZACZYNA WOJNY NUKLEARNEJ JEDNĄ RAKIETĄ. A PIĘCIOMA?

Pietrow spojrzał na swój monitor. Ekran pokazywał, że z terytorium największego wroga wystartowała rakieta balistyczna i zmierza w kierunku ZSRR. Pietrow był zbyt doświadczonym oficerem, żeby spanikować. Po pierwsze wiedział, że system OKO jest niedoskonały, popełnia błędy, o których informował dowództwo. Po drugie, znał doktrynę. A ona mówiła, że nikt nie rozpoczyna wojny atomowej jedną rakietą.

To prawda. Tyle tylko, że chwilę później ekrany monitorów pokazały, że wystrzelone zostały kolejne cztery rakiety.

To już była sytuacja krytyczna. Pietrow musiał zdecydować, czy poinformować Kreml. Wiedział, że w ten sposób uruchomi pierwszą kostkę domina, która przewróci następne. Ostatnią kostką był sekretarz generalny Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego Jurij Andropow, były szef KGB.

Pietrow nie przewrócił pierwszej kostki. Uznał, ż tak samo jedną, tak  również nikt nie rozpoczyna wojny nuklearnej pięcioma rakietami. Doktryna mówiła, że atak następuje całym potencjałem nuklearnym.

Tyle, że doktryna to jedno, a życie i strategia wroga, to drugie. Na ekranach pulsuje czerwony napis ATAK RAKIETOWY, a obsługa techniczna melduje, że system działa sprawnie. Nie wykryto żadnych usterek technicznych. Czyli że pięć rakiet rzeczywiście leci w kierunku stolicy sowieckiego imperium.

– Czułem się, jakbym usiadł na rozgrzanej patelni – opowiadał Pietrow po latach. I siedział tak na niej przez długie jak wieczność pół godziny.Tyle bowiem czasu potrzebuje rakieta wystrzelona z terytorium USA, aby dotrzeć do celu w Związku Radzieckim.

Sekundy zmieniały się w minuty, a minuty w wieczność. Wszyscy w centrum dowodzenia czekali na wskazania radarów, które miały odnotować obecność rakiet nad terytorium ZSRR, nad Moskwą. Gdyby to potwierdziły, na jakąkolwiek reakcję byłoby już za późno. Pietrow zdawał sobie sprawę, że wydał wyrok nie tylko na siebie, nie tylko na miliony ludzi, ale na całe sowieckie imperium.

Ale minuty mijały, a radary milczały. W końcu dla wszystkich w centrum dowodzenia stało się jasne, że Stanisław Pietrow miał rację. To błąd systemu. Jak się później okazało, satelity błędnie odczytały nietypowe refleksy słoneczne na chmurach, jako rozbłyski wystrzelonych pocisków balistycznych.

W IMPERIUM O LOSACH ŚWIATA DECYDOWAŁ SEKRETARZ
Całe to wydarzenie zostało utajnione przez władze sowieckie. Pietrow nie tylko nie dostał żadnej nagrody, ale poddano go trwającymi przez wiele dni przesłuchaniom, a potem udzielono mu nagany (za rzekomo nieuzupełnioną dokumentację) i przeniesiono na mniej odpowiedzialne stanowisko. Imperium nie mogło się przyznać, że dysponuje wadliwym system ostrzegania przed atakiem atomowym. Nie mogło też wybaczyć Pietrowowi, że nie wykonał procedury. Wreszcie, nie mogło wykreować na bohatera, który ocalił świat jakiegoś podrzędnego oficerka. W imperium sowieckim o losach świata decydował sekretarz generalny. Tymczasem on nawet nie został o tym poinformowany.

Kilka miesięcy później podpułkownik Pietrow przeszedł na wcześniejszą emeryturę.

Dopiero po roku 2000 do świata przedostała się informacja, o tym, czego dokonał. W 2004 roku pierwszy raz został zaproszony do Stanów Zjednoczonych, a dwa lata później przyjęto go z honorami w nowojorskiej siedzibie ONZ. Rosyjskie przedstawicielstwo zdecydowało się odnotować to zaledwie w postaci noty prasowej, w której podkreślano, że podczas zimnej wojny  miało miejsce wiele fałszywych alarmów. Na szczęście system zabrzpieczeń był wielostopniowy, więc na bohatera nie można kreować jednego człowieka.

Stanisław Pietrow ma dziś 76 lat. Po przejściu na emeryturę  opiekował się przykutą do łóżka z powodu choroby nowotworowej żoną. Od władz Rosji żadnej nagrody za ocalenie świata się do tej pory nie doczekał.

One comment on “Na rozgrzanej patelni

  1. pres
    11 Czerwiec 2016

    cichy bohater

    Liked by 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 11 Czerwiec 2016 by in fotografia, historia, polityka, społeczeństwo, wojna, zimna wojna and tagged , , , , , .

Kategorie

życie umysłowe na facebooku

Follow życie umysłowe on WordPress.com

Kategorie

życie umysłowe na facebooku

Statystyki bloga

  • 550,926 hits
%d bloggers like this: