życie umysłowe

Najlepszy blog o rzeczach oczywistych. Niby oczywistych

Jedziemy na wakacje do PRL-u

10 sposobów na spędzenie wakacji w Polsce Ludowej, podczas których najbardziej uciemiężonym stworzeniem był mały fiat. Niewyobrażalne, ile to stworzenie musiało udźwignąć i pomieścić w sobie, zaprzeczając podstawowym prawom fizyki. A te prawa mówiły, że coś tak załadowanego nie ma prawa poruszać się. A jednak się poruszało

1.Obóz harcerski

Mój pierwszy wyjazd, jaki pamiętam, na obóz harcerski nad Narwią, w lesie. Miałem może z osiem lat, więc mnie zapisali do zuchów. Pamiętam, że pierwszego dnia musiałem zbudować sobie spanie, czyli zbić z jakichś starych desek pryczę, a wcześniej z tych desek wyciągnąć gwoździe, wyprostować  i użyć ich ponownie. Podejrzewam, że dzisiejsze dzieci usiłowałby to zrobić smartfonami, to znaczy zadzwoniłyby po rodziców, żeby ich z tego obozu czym prędzej zabrali.

oilnujemy

Przed każdym namiotem, będącym siedzibą zastępu trzeba było ustawić totem. Do dzisiaj nie wiem, po co był ten totem.

Ja nie miałem z czego zadzwonić, bo tam nawet nie było prądu. Co z tego obozu pamiętam? Dwie inicjacje. Pierwsza była harcerska. Polegała na jakimś strasznie głupim biegu na orientację z przeszkodami. Trzeba było dobiec do mety i wszystkie przeszkody zaliczyć. Pamiętam przeszkodę najstraszniejszą – wybuch bomby atomowej. To znaczy takiego gościa, który wyskakiwał zza krzaka i krzyczał, że Amerykanie zrzucili bombę i palcem pokazywał, gdzie to zrobili. – Tam jest grzyb atomowy – pokazywał. – Co masz zrobić? Miałem skoczyć do rowu i paść na ryj w odpowiednim kierunku do tego grzyba. O kant dupy można rozbić to doświadczenie, bo dzisiaj nawet nie pamiętam, czy miałem paść w kierunku do tego grzyba głową, czy dupą? Tak, że gdyby  on rzeczywiście się pojawił, to nawet rowu bym nie znalazł.

jemn

Jedzenie trzeba było sobie zdobyć. Nazbierać grzybów, albo jagód, przynieść ze wsi wody, potem  coś ugotować, zjeść i wymyć naczynia. Najgorsze było mycie, bo nie używało się detergentów, tylko myło piaskiem w rzece. Tłuszcz chyba nie wiedział, że można go się pozbyć przy pomocy piasku, bo mnie się to nigdy nie udało

Druga inicjacja była seksualna. No, prawie seksualna. Mój kolega z zastępu dosłużył się wyróżnienia niezwykłego, bo go zastępowy zaprosił na wspólne sikanie za namiot. A zastępowy był starszy, więc jak kolega wrócił po odsikaniu, miał jeszcze bardziej wytrzeszczone oczy niż przed. Zaciągnął mnie w krzaki i wyszeptał: Wiesz, co on mi pokazał? Nie wiedziałem. Włosy! – Gratuluję, też ci mogę pokazać, przeżyjesz to jeszcze raz – odpowiedziałem.  – Ale on mi pokazał włosy na siurku! Jak to na siurku?! Normalnie, ma włosy na siurku!. Jakie włosy, bredzisz? Normalne. Jak na głowie.

Nie uwierzyłem

2.Kolonie letnie

Potem jeździłem na kolonie. Po każdych wracałem zakochany. Pierwszy raz zakochałem się w koleżance z Augustowa. Nie, nie miała na  imię Beata i nie miała siedemnastu lat. Może z dwanaście, a ja o rok mniej. Przysłała mi zdjęcie na jesieni. Legitymacyjne.

images

A tak wyglądał kolonijny aquapark

 

3. Autostop

Kilka lat później, przed pierwszym rokiem na studiach, wybrałem się z kumplem i namiotem stopem do Augustowa. Najpierw jakimś cudem, zamiast do Augustowa trafiliśmy do gminnej mordowni w Nowince, w której pili leśnicy i pracownicy leśni. Jeden z tych pracowników, nie wiedzieć czemu, poczuł się w obowiązku wspomóc biednych studentów piwem. Przy drugim, też nie wiadomo dlaczego, zacząłem wspominać swoje pobyty na koloniach. I koleżanki, które wtedy poznałem I wiecie, co się okazało?! Że to był jej ojciec. Tatuś mojej pierwszej kolonijnej miłości!

Po czwartym piwie facet miał mnie już za zięcia. A kiedy zaproponował, że nas przenocuje u siebie w augustowskim mieszkaniu, w którym ciągle jest jego córka, szepnąłem „spadamy” do kumpla i spadliśmy. Złapaliśmy szczęśliwie stopa do Augustowa i wylądowaliśmy na Lipowcu, w podobnej jak w Nowince mordowni. Nie uwierzycie, mój „teść” już tu był. Nie wiem, jakim cudem. Może lewitował, a może miał zdolności bilokacyjne. Był, stawiał piwo i ciągle proponował mi nocleg u swojej córki.

Uciekłem. Zabrałem kumpla i uciekłem. Nie miałem odwagi po tylu latach spotkać się z pierwszą kolonijną miłością.

4.Obóz żeglarski

Po koloniach,  jeszcze przed autostopem, w szkole średniej był obóz żeglarski, wędrowny. Z Augustowa, na wyspę na jeziorze Serwy. Czyli wędrówka nie była zbyt długa. Usiłowali mnie na tym obozie nauczyć żeglowania. Ale z tego żeglowania do dziś pamiętam tylko nocne przenoszenie łodzi, a były to jeszcze drewniane, nasiąknięte wodą Omegi, przez drogę. Zajęło nam to całą noc. Nic bardziej kurewsko ciężkiego w życiu nie dźwigałem.

Zrzut_ekranu_2014-04-24_o_11.31.07

Nie macie pojęcia, jak ciężka jest drewniana, nasiąknięta wodą Omega. Ja mam. Przenosiłem takie łodzie z Kanału Augustowskiego przez drogę na  Serwy

Podczas tego obozu dokonałem rzeczy podobno niemożliwej. Przewróciłem drewnianą Omegę, chociaż sternik zapewniał wszystkich, że jest to łódź niezatapialna, bo wystarczy tylko postawić żagle w łopot, a łódź sama powróci do pionu, więc postawiłem żagle w łopot, ale niezatapialna łódź się na tym chyba nie poznała, bo się zatopiła. Pamiętam, że sternik popatrzył na mnie z politowaniem i powiedział, że nigdy żeglarzem nie zostanę, bo nie zdam egzaminu praktycznego. Miał rację. Nie zostałem. Ale nie dlatego, że nie zdałem tego egzaminu, tylko dlatego, ze członkowie komisji egzaminacyjnej, którzy mieli przypłynąć na naszą wyspę, żeby sprawdzić moje umiejętności żeglarskie, schlali się gdzieś po drodze tak, że odpłynęli, ale nie na naszą wyspę, tylko gdzieś w krainę, w której żadne łodzie do pływania nie są potrzebne, gdyż pływa się w niej na miękkich. I już do końca obozu żaden egzaminator nie odzyskał na tyle świadomości, żeby można go było posadzić do jakiejkolwiek łodzi.

5. Wczasy pracownicze

Jeszcze w ogólniaku rodzice zabierali mnie na wczasy pracownicze. Nic gorszego nie mogło mnie spotkać, ale jeździłem,  bo kazali. Najbardziej pamiętam z tych wczasów podróże na nie małym fiatem. Nie uwierzycie, ile ten samochód potrafił pomieścić i udźwignąć.  Niewyobrażalnie dużo!. Dziś SUV z napędem na cztery koła nie byłby w stanie z takim ładunkiem ruszyć. A mały fiat musiał.

f33e8404a0fe1721646a294220ee5e0b

Załadowywanie małego fiata przed wyjazdem na wczasy, to była sztuka trudniejsza niż wysłanie człowieka w Kosmos. Jak bowiem do samochodu przeznaczonego na podręczne zakupy zapakować cały swój dobytek? A jednak Polak potrafił

Nasza podróż do Wisły wyglądała tak, że ojciec prowadził, a mama ciągle gadała, że jedzie za szybko. Tata w końcu nie wytrzymał i rozkazał: Sama prowadź.

Musicie wiedzieć, że mój ojciec przez cale życie utrzymywał, że mama jeździć  nie umie, ponieważ ma prawo jazdy za gęś. Czyli, że na egzamin praktyczny przyszła z gęsią dla egzaminatora. Nie była to raczej prawda, ale bardzo mamę te podejrzenia denerwowały. Wsiadła więc za kierownicę i postanowiła pokazać swoje umiejętności.

93b03e3d5df17322a87b9f82d06e4e1d

I to stworzenie jechało, niekiedy nawet z pięcioma osobami na pokładzie

Pojechała! Nie wiem tylko, jak się to stało, ale się stało, że coś przegapiła i wjechała na drogę w trakcie budowy. Ale o tym przekonaliśmy się dopiero po kilkunastu kilometrach, jak ta droga się skończyła. Mama zatrzymała fiata. Wysiadła i powiedziała, że nie wie, co ma dalej robić.

Ojciec triumfował. Uznał to za potwierdzenie jego podejrzeń, że prawo jazdy zostało mamie przyznane w zamian za gęś.

ce6b10abee35716403502be9461d4174

Najczęściej spotykany w czasach PRL-u obrazek w drodze na wczasy pracownicze. Stacji benzynowych, a zwłaszcza stacji z toaletami było wówczas nie za dużo, więc stworzenie zwane małym fiatem, co jakiś czas musiało wypuszczać rodzinę do lasu w wiadomym celu

6. Wczasy na kempingu

Podczas podróży stopem kilka razy udało mi się nocować na kempingach. Niezapomniane przeżycie. Polska rodzina w czasach PRL-u, jeżeli na  wakacje nie wyjechała na wczasy pracownicze, spędzała je na kempingach. Dwie najbardziej rzucające się w oczy rzeczy na takich wakacjach były następujące. Kobiety przyjeżdżały  po to, żeby przez większą część dnia pichcić na jakichś kuchenkach i butlach gazowych posiłki dla swoich mężczyzn. Tak wypoczywały.

 

6f93a10e-2437-4b51-9027-06a59b8663cd_830x830

Kobiety w PRL-u wczasowały głównie przy turystycznej butli gazowej

Faceci zaś… No cóż. Faceci, jakby to powiedzieć, oni na takie wczasy na kempingu nie przyjeżdżali, oni na takie wczasy wywozili swoje samochody. Jak oglądam zdjęcia z tamtego okresu, to na większości są faceci ze swoimi wspaniałymi maszynami. Jedzą w ich towarzystwie, opalają się przy nich, omal się do nich nie tulą.Wygląda, że jakby się dało, zaciągnęliby swoje auta pod namiot.

eb381b8b1a8e5ebf98dbe51a7efc849e

Ta Syrenka nawet otworzyła paszczę, jakby też z nimi jadła

7.Wczasy kolejarskie

Nie do pobicia zaś, jeśli chodzi o miłość do swoich pojazdów byli kolejarze. Oni ze swoimi ukochanymi wagonami wczasowali na bocznicach.

b1e91df1-409e-47a4-acaa-87b21b3e6c17_830x830

Nigdy tej miłości nie rozumiałem, bo przecież taki peerelowski wagon śmierdział bardziej niż gumowce wędkarza w lipcu, ale musiała być to miłość wielka, skoro kolejarze decydowali się  spędzać urlop właściwie w pracy.

8.Smażenie się na plaży

Obywatele PRL-u nieco inaczej smażyli się na plaży, niż dziś. Proszę sobie wyobrazić, że oni na piasku czytali, często nawet gazety. Dziś jest to widok nad Bałtykiem tak rzadki, jak wylegujące się dzikie foki.

bf2bdb45af854dfc008c7e1738934635

 

9. Wyjazd zagraniczny 

Największym luksusem były wczasy zagraniczne. Do wyboru. Nad Balatonem na Węgrzech, albo nad Morzem Czarnym w Rumunii lub Bułgarii. Zamiast paszportu władza ludowa dawała pieczątkę w dowodzie osobistym, uprawniającą do przekroczenia tylko kilku wybranych granic w przodującym obozie socjalistycznym. Wyobrażacie sobie, że Polacy tak załadowanymi małymi fiatami docierali nie tylko do Bułgarii, ale nawet do Turcji.

Dostałem taką pieczątkę na ostatnim roku studiów. Samochodu oczywiście nie miałem, więc do Bułgarii pojechaliśmy w kilka osób pociągiem. Od Budapesztu nasza podróż wyglądała mniej więcej tak, jak na zdjęciu.

prl2

Ludzie spali nawet w obsikanych ubikacjach, bo wolne miejsca były jedynie na dachach wagonów.

Trzy lata temu byłem w Bułgarii drugi raz. Samolotem.Wiecie, jaka była zasadnicza różnica między tymi wczasami. Za pierwszym pobytem, kiedy razem z Bułgarami przebywaliśmy w jednym obozie socjalistycznym, my, cudzoziemcy z Polski, byliśmy dla nich niemal tak atrakcyjni, jak  kosmici. Wszyscy byli przyjaźni, chcieli nas ugościć, zaprosić do swego domu choćby i na miesiąc, i pogadać po rusku, bo wszyscy niczym łaciną posługiwaliśmy się cyrylicą. Nigdy w życiu nie wypiłem tyle rakii  pędzonej domowym sposobem (jakieś 70 gradusów), co wtedy.

A trzy lata temu nikt nie wiedział, gdzie jest Polska, kim są ci Polacy i nikt, nawet starsi, nie umiał, albo udawał, że nie umie gadać po rusku. Nie muszę dodawać, że nikt też nie zaproponował mi nawet łyczka rakii.Spałem w najlepszych hotelach, ale wolałbym jak za pierwszym razem, w namiocie, byle tylko tamta atmosfera wróciła.

Kiedy wróciłem w 1980 roku z Bułgarii, zaczęła się Solidarność. Swoją pieczątką w dowodzie osobistym mogłem więc pocieszyć się tylko przez rok. A po roku władza uznała mnie za element niebezpieczny i zamknęła do więzienia. A kiedy wypuściła, to już bez pieczątki uprawniającej do wyjazdów za niektóre granice.

10. Chałupy welcome to

Na początku lat osiemdziesiątych władza zamiast Bułgarii zaproponowała obywatelom miejsce bardziej atrakcyjne „Chałupy welcome to”. Czyli wczasy z dużą, jak na owe czasy nutą erotyzmu. Skorzystałem, co prawda nie w Chałupach, ale w Rowach, bo tam też była plaża naturystów.

z12072558Q,Chalupy

 

Cóż mogę powiedzieć? Znowu byłem zakochany. Tym razem nawet kilka razy dziennie. W zależności od tego, jaka dziewczyna położyła się obok na kocyku.

W końcu doszedłem do wniosku, że zbyt często zakochuję się podczas wyjazdów wakacyjnych i na kilka następnych lat zaszyłem się na Suwalszczyźnie. W latach osiemdziesiątych dało się tam jeszcze znaleźć  odludne miejsca, w których częściej można było spotkać łosia z bobrem niż człowieka.

A w końcu? W końcu dostałem paszport i pojechałem pomieszkać troszkę w Paryżu, bo skończył się PRL.

 

 

10 comments on “Jedziemy na wakacje do PRL-u

  1. auslanderkawszwajcarii
    18 Czerwiec 2016

    Genialnie napisane. I jakie prawdziwe. Pamiętam, oj, pamiętam🙂

    Liked by 1 osoba

  2. Anonim
    18 Czerwiec 2016

    Typowe wczasy w PRL-u, znane, pamiętane i wspominane z łezką w oku…
    Pamiętam swój pierwszy obóz, też zuchowy i chrzest… brr… i kolonie… i pierwsze miłości… pierwsze papierosy… i to jej to!!
    WSPOMNIENIA! Nikt nam ich nie zabierze🙂

    Lubię

  3. adam
    18 Czerwiec 2016

    Przestan nazekac ,pierdolo….W tamtych czasach mielismy wiecej fajnej zabawy w tym PRYMITYWIE niz obecnie ,z tym calym elektronicznym gownem…

    Lubię

  4. Ewa Barbara
    18 Czerwiec 2016

    Czysta przyjemność wspominać czytając

    Lubię

  5. Gender Gosposia
    19 Czerwiec 2016

    Klimatycznie. Z dzieciństwa pamiętam swoje wakacje w Czechosłowacji. A sławetny wyjazd nad Balaton wspominaliśmy w ramach wieczoru kawalerskiego. Poezja.

    Lubię

  6. Anonim
    19 Czerwiec 2016

    Z łezką w oku wspominam , tamte barwne czasy . Z dzisiejszego punktu widzenia młodych , bidnie . Bez kompa , srajfona , neta itd. Ale dla ludzi z wyobraznią , była to tylko wielka frajda i swiat , bez granic . Fajnie napisane . Jak bym czytał o sobie😉

    Lubię

  7. Jeż w naleśniku
    19 Czerwiec 2016

    Lata upływają… I my też ciągle nie wiemy, po co są te totemy.😉

    Lubię

  8. Jolanta Dubel
    21 Czerwiec 2016

    Minelo juz tyle lat. Ale ciesze sie, ze mam takie wlasnie wspomnienia. Dzisiaj odzyly. Tu na obczyznie …. wywolaly usmiech i cieplo wokol serca, To przeciez czastka naszego zycia. Z perspektywy czasu wydaje sie piekna klatka z filmu. A dzieku Panu, rozpoczal sie wlasnie seans w kinie „Tamte czasy”

    Lubię

  9. Zbigniew Borg
    15 Lipiec 2016

    …to był ten czas.!.. na „stopie” jadlo się ogórki, pomidory ,cebulę, ..z przydrożnych pól PGR- u… każdy z napotkanych po drodze ” stopowiczów”, stawał się natychmiast kumplem. …. nawet MILICJA OBYWATELSKA , zdawała się nam sprzyjać ….wystarczyło pokazać ” Książeczkę Autostopu ” i i tolerowali cię ze zrozumieniem w każdym miejscu , i o …każdej porze dnia i nocy , nie mówiąc już o kierowcach , którzy skwapliwie zbierali zasłużone PUNKTY…. Piszcie jak to wtedy przeżywaliście DAWNI PRZYJACIELE z ” dawnych dobrych ” czasów. .i cześć

    Lubię

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 17 Czerwiec 2016 by in fotografia, historia, motoryzacja, Polska Ludowa, populacja, PRL, przyroda, społeczeństwo and tagged , , , , , .

Kategorie

życie umysłowe na facebooku

Follow życie umysłowe on WordPress.com

Kategorie

życie umysłowe na facebooku

Statystyki bloga

  • 550,945 hits
%d bloggers like this: