życie umysłowe

Najlepszy blog o rzeczach oczywistych. Niby oczywistych

Na pazia, w dzwonach z tarczą na agrafce

Druga cześć magicznej podroży w lata młodości. Do szkoły w Polsce Ludowej trzeba było przede wszystkim wejść. Nie było to łatwe, bo na straży przy wejściu stał cerber, nauczyciel dyżurny. Sprawdzał tarcze, czy są przyszyte do rękawa.

W szkole średniej właściwie nie było ucznia, który byłby dumny z tego, że do niej uczęszcza. Wszyscy wstydzili się swoich szkół i buntowali się. Przejawem tego buntu był sprzeciw wobec rygoru noszenia na rękawach tarcz z nazwą szkoły.

Trzeba więc było oszukać cerbera przy wejściu. Sprawdzał on, czy tarcza jest do rękawa przyszyta na stałe. Z czasem stworzony został cały system przemyślnego mocowania tarcz bez użycia nitki, tak żeby tarczę można było w każdej chwili odpiąć i przypiąć.

Nauczyciele przy wejściu dzielili się na takich, którym wszystko wisi i na nich wystarczało mieć tarczę na agrafce oraz na upierdliwych, dla których cały system zaczepów haczykowych nie robił wrażenia. Sprawdzali, czy tarcza choć na milimetr nie odstaje od rękawa.

10277556_1018346574957658_2667594105079866572_n

 

Tak jak trudno było do szkoły średniej się dostać, tak łatwo było z niej wylecieć. Na przykład za zbyt długie włosy. Moje zawsze były za długie. Wyrzucany byłem z lekcji średnio raz w miesiącu. Czasami po kilka razy w jednym dniu. Pod szkołą przedsiębiorczy fryzjer otworzył zakład. I wypełniał w nim jedyne zalecenie uczniów: „Proszę mnie ostrzyc tak, żeby było ostrzyżone, ale żeby tego nie było widać”. Czasami rzeczywiście nauczyciele nie widzieli różnicy, więc delikwent był odsyłany do fryzjera ponownie. Facet dorobił się majątku

Na tym zdjęciu oprócz charakterystycznej dla lat siedemdziesiątych fryzury „na pazia” widać również ówczesną modę – dzwony, czyli rozszerzane u dołu spodnie. Moda przyszła od hippisów z Zachodu, ale proszę mi wierzyć, kiedy dzisiaj oglądam fotografie, widzę, że żaden zachodni hippis nie rozszerzył sobie nigdy tak mocno spodni, jak potrafili to zrobić polscy uczniowie. Byliśmy chyba w tej dziedzinie rekordzistami.

Wykopki

Ogólniak już chyba na zawsze będzie kojarzył mi się z wykopkami. Starsze klasy były wywożone do PGR-ów, żeby uczniowie nauczyli się pracy na roli. Do dzisiaj nie wiem po co, bo przecież żaden z nas w mieście nie miał szans ani na to żeby zostać rolnikiem, ani na to, żeby pracować w PGR-ze. Nie wiem. Był to chyba jakiś chiński model socjalizmu, w łagodnej postaci, bez obozów pracy na wsi.

 

13873154_1156133011179013_1653515878944260567_n

Moja klasa przez dwa dni wyrywała i wykopywała buraki ćwikłowe i marchew wraz z nacią w PGR Ignatki. Przyjemności z tego nie mieliśmy żadnej. Widocznie już wtedy sens socjalizmu nie był dla nas wystarczająco przejrzysty.

Dziurawa podstawówka

Klasa w szkole podstawowej wyglądał tak. Ale to jest wersja wystawowa.

12079716_982121781913471_820037849397191006_n

 

Moja bowiem wyglądała tak. Na pierwszym planie tekturowe tornistry, na drugim ławki z dziurami. Te dziury były pod kałamarze.

14102561_1169545066504474_4253730358805016306_n

Ciekawa sprawa, w tych kałamarzach powinien być atrament. Ale nigdy tam go nie było. W młodszych klasach w kałamarzach najczęściej przebywały sznurowadła nasączone atramentem, bo największa beka, jak dzisiaj mówią uczniowie, była wtedy, kiedy ktoś nadział sobie takie nasączone sznurowadło na stalówkę i umazał sobie nim nie tylko zeszyt, ale również ręce i twarz.

W starszych klasach w kałamarzach siedziały pety po papierosach.

 

1426742_1020689208056728_2590984582364398651_n

A to także ciekawa sprawa. Niby takie naszywki były, ale ja jakoś nie widziałem ich na swoim mundurku, ani na mundurkach kolegów. Widocznie tworzyliśmy już wówczas jakieś takie niewzorowe towarzystwo.

1916997_1021598527965796_7118355348297798018_n

A to jest nasz komputer, dzięki któremu wyrośliśmy na ludzi. Ja ten komputer najczęściej oglądałem od tyłu, bo stałem za nim w kącie za karę. Z tyłu wyglądał identycznie jak z przodu.

Stanie w kącie to był łagodniejszy wymiar kary. Surowszy wymierzał sam dyrektor. Mój miał ksywę Łypa, bo mu dolna warga zwisała. Oprócz zwisającej wargi miał jeszcze pytę splecioną z izolowanych kabli. Wzywał nas do gabinetu i tą pytą Łypa prał nas po gołych łapach. Dzisiaj za to wsadziliby go do więzienia na parę lat.

8 comments on “Na pazia, w dzwonach z tarczą na agrafce

  1. J
    28 Sierpień 2016

    I komu to przeszkadzało?

    Lubię

  2. Ewa Eytner
    28 Sierpień 2016

    Z jeżdżenia do PGR-ów mieliśmy olbrzymią frajdę. Zbieraliśmy ogórki, tzn. obrzucaliśmy się nimi, głównie zgniłymi, bo było ciekawiej. Gorzej było, jak takim zgniłkiem oberwał w łysinę nasz dyrektor😀 Ale się wtedy gorliwie wzięliśmy do pracy, oczywiście wszyscy ciężko harują, nikt nic nie widział, nikt nic nie wie! A tak w ogóle, raczej nie chodziło o nauczenie młodzieży pracy na polu, ale raczej o nauczenie szacunku dla pracy i dla ciężko pracujących ludzi.

    Liked by 1 osoba

  3. Elżbieta Sałaban
    28 Sierpień 2016

    Moje czasy! Zgadzam się co do szerokości nogawek! Dziewczyny miały jeszcze spódnice bananowe, które mogły być z różnej ilości „klinów”. A w moim kałamarzu, w klasacj 1-4 był atrament! Biada tym z końskim ogonem lub warkoczem – życzliwi koledzy zawsze którejś zamoczyli! Połapach prała moja wychowawczyni – linijką lub drewnianą zasuwką od piórnika. A wykopki to było ognisko i pieczone ziemniaki! Ten zapach palonych ziemniaczanych łętów pamiętam do dzisiaj i bardzo lubię🙂

    Liked by 1 osoba

  4. Maria Sitnicka
    28 Sierpień 2016

    Ja już w podstawówce zaliczyłam wykopki, w średniej też. Nie wspominam tego źle. Po wykopkach można było sobie wziąć ziemniaków, nawet dużą siatkę. Ognisko i pieczenie to klasyka. Nam PGR przywoził kanapki i gorącą kawę zbożówkę. Przy sadzeniu lasu to różnie bywało, czasem niechcący😉 się kilka sadzonek załapało na jeden dołek. Spódnice bananowe to samemu się szyło, wystarczyła jedna na wzór.

    Liked by 1 osoba

  5. Stanisław Widuchowski
    29 Sierpień 2016

    Rok Pański 1948(?). Państwowe Gimnazjum Mechaniczne w Tczewie. W poniedziałek rano wracałem z domu, pod Elblągiem, do szkoły.Ówczesnym autobusem: Studebacker – samochód ciężarowy z amerykańskiego demobilu. Na skrzyni plandeka, trzy ławki wzdłuż skrzyni. Po żelaznej drabinie wchodziło sie na skrzyni e i jazda. W Lisewie, tuż przed mostem na Wiśle zatrzymuje nas wojsko. Dalej jechać nie można bo właśnie kra zabiera przęsło mostu. Grupa ludzi wojskowi i milicjanci idą na most. Ja za nimi. Przęsło mostu nad korytem wyraźnie widać że jest już mocno wygięte pod naporem kry. Dalej już nikogo nie puszczają. Jednak paru wojskowych wykłóca się i zostają puszczeni, między nimi i ja. Saperzy rzucają petardy na napierającą krę z nadzieją że uda im się most uratować. Nasza grupa przebiegła „galopem” w ostatnim momencie! Panował straszny, niewyobrażalny huk! Zatrzymaliśmy się, już na brzegu od strony Tczewa i na naszych oczach Wisła zabrała całe przęsło mostu. Osadziła go jakieś sto, może dwieście metrów dalej.
    Staliśmy w osłupieniu i patrzyliśmy bezradnie na to co się dzieje. Całą szerokość, od wału do wału zajmował lód. Była to spiętrzona kra. Tylko środkiem koryta, nie napotykając już przeszkody w postaci mostu parła szybkim nurtem spiętrzona kra. Na niej widzieliśmy chyba ze dwa zające, sarnę wilka. Zwierzęta te mogłyby wydostać się na brzeg, gdyby nie potężny huk ocierającej się kry o bryły kry zatrzymanej przy brzegach rzeki. Płynęły zmiażdżone barki, jakieś łodzie rybackie. Czasem szafa, jakieś meble.
    Byłem w ostatniej grupie ludzi, którym udało się przekroczyć Wisłę jeszcze po walącym się moście.
    Przerażający widok, Przerażający huk! Wraęenie nie zatarte chyba do końca życia.

    Lubię

  6. Justyna Airii Smorongowicz
    29 Sierpień 2016

    Mnie kiedyś w takiej ławce z dziurą drzazga w tyłek weszła. Potem koleżanka w kibelku mi ją wydłubywała igłą od pani pożyczoną. A „wzorowego ucznia” mi odebrali, bo się z chłopakami biłam na przerwach. Swoją drogą należało się im, bo mnie za warkocz ciągnęli. Tarczę na agrafce polonista oderwał mi razem z kawałkiem swetra. Pani od rosyjskiego szarpała nas za uszy i włosy, a pani od historii tym samym długopisem najpierw gmerała sobie w uchu a potem brała go ust… fuj! i ciągle opowiadała o skarpetkach swojego syna. Stare dzieje… Jak patrzę na takie obrazki, to szufladki pamięci się otwierają😉

    Liked by 1 osoba

    • Anonim
      29 Sierpień 2016

      I masz kurde super szczescie,ze nie przezywasz gimnazjum

      Lubię

  7. PiSiMan52
    30 Sierpień 2016

    Jeśli chodzi o dzwony to też ograniczały możliwość wejścia do szkoły tak samo jak spódniczki mini. Ja miałem tarczę z podkładką obszytą naokoło ściegiem okrętkowym. Ta podkładka była nasączona butaprenem, który był ówczesną rzepą. Mu nie wstydziliśmy się szkoły lecz pewnej formy napiętnowania poza szkołą. Człowiek był nazbyt identyfikowalny. Poniżej tarczy szkoły średniej były jeszcze kąty oznaczające klasę.

    Lubię

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 28 Sierpień 2016 by in fotografia, historia, internet, polityka, Polska Ludowa, PRL, społeczeństwo, wychowanie.

Kategorie

życie umysłowe na facebooku

Follow życie umysłowe on WordPress.com

Kategorie

życie umysłowe na facebooku

Statystyki bloga

  • 550,746 hits
%d bloggers like this: